

Wiara szukająca głębszego zrozumienia
Po ludzku rzecz biorąc, każdy może napisać wszystko, co mu się podoba. Nawet dzisiaj w gazetach często podaje się wymysły zamiast faktów, i niejeden człowiek w to wierzy. Jednak nikt w świecie nie broniłby podanych przez siebie fałszywych informacji aż do śmierci. Dlaczego więc rzecznicy Zmartwychwstania woleli zginąć, ale nie wycofali się z głoszenia tego faktu?
Zdumiewa ilość interwencji Matki Najświętszej we współczesnym świecie. W ciągu XX wieku było ich – tzn. znaczniejszych i lepiej udokumentowanych – przeszło 60; 13 z nich Kościół uznał, kilku nie uznał, a w bardzo wielu wypadkach nie wyraził swego zdania, czekając do ich zakończenia lub zbierając dokumentację potrzebną do ich oceny.
Zmartwychwstanie jest niezgłębioną tajemnicą Boga
i człowiek nie jest w stanie pojąć jej do końca. Dlatego wyznajemy aktem wiary fakt zmartwychwstania Pana naszego Jezusa Chrystusa.
Słuchając pasji Jana Sebastiana Bacha odczuwa się, że wstrząsające wydarzenia wielkopiątkowe, chociaż kończą się pogrzebem Jezusa, mają swoje rozjaśniające piękno. W tym dziele odczuwa się nadzieję i radość z pewności Zmartwychwstania. Niestety, dla wielu ludzi dzisiaj wydaje się być obca radość płynąca z wiary w Zmartwychwstanie.
Ze źródeł biblijnych dowiadujemy się, że Jezus uważa siebie za Boga. Dlatego domaga się wiary w siebie. Zasadnicze sformułowanie wiary chrześcijańskiej nie brzmi „wierzę w coś”, ale „wierzę w Ciebie”. To znaczy: wierzę w Jezusa Chrystusa. Jezus wprost żąda od nas wiary w Jego Bóstwo. Jak zauważa kard. Ratzinger: „Przez Jezusa to, co niedotykalne, staje się dotykalne, to, co było dalekie, staje się bliskie. Więcej: jest On nie tylko świadkiem, któremu wierzymy, świadkiem tego, co Sam ujrzał w swojej egzystencji, będącej naprawdę zwrotem od fałszywego zacieśnienia się, od tego, co powierzchowne, ku głębi całkowitej prawdy; jest On także obecnością Wiecznego na tym świecie. W Jego życiu, w Jego bezwzględnym oddaniu Swego istnienia ludziom mieści się sens świata. On nam daje się jako miłość, która także i mnie kocha i przez ten niepojęty dar trwałej miłości, której nie grozi żadna przemijalność, żadne zakłócenie egoizmem, czyni życie wartym życia. On jest sensem tego świata, jest oparciem dla wszystkiego, nie wymagającym żadnego innego oparcia”.
Zacznijmy od pewnego wyjaśnienia, dotyczącego poznawalności tajemnic Bożych, odnośnie zbawienia człowieka. Skąd płynie nasza pewność, że Bóg chce nas zbawić? Skąd wiemy, jaki sposób zbawienia człowieka wybrał Bóg?
Na podstawie analizy czterech Ewangelii mogliśmy w sposób jasny stwierdzić, że Jezus uważał siebie za „Jednorodzonego Boga, który jest w łonie Ojca” (J 1, 18). Z uważnej lektury Ewangelii jasno wynika, że Jezus uważał siebie za Boga. Skoro sam Jezus mówił o sobie, że jest Bogiem, to nie ma żadnego uzasadnienia twierdzenie, że był tylko dobrym i uczciwym człowiekiem, który jako prorok i wielki nauczyciel powiedział wiele głębokich rzeczy. Gdyby to było nieprawdą, co Jezus mówił o sobie, wtedy nie mógłby uchodzić za nauczyciela moralności, lecz musiałby być potraktowany jako największy oszust w historii albo jako człowiek chory psychicznie. Tak więc albo oszust, albo chory – albo może jedynie prawdziwa możliwość, Jezus jest rzeczywiście Tym, za kogo się podawał, czyli że jest prawdziwym Bogiem. Lewis, profesor Uniwersytetu Cambridge, były agnostyk, dobrze rozumiał ten problem, kiedy pisał: „Możesz kazać Mu zamknąć się jak głupcowi, możesz splunąć na Niego i postąpić z Nim jak z demonem lub możesz paść u Jego stóp i nazwać Go Panem i Bogiem, lecz nie występuj z żadną protekcjonalną niedorzecznością, że był wielkim nauczycielem moralności”. Oczywiście Jezus był wielkim nauczycielem moralności, ale nie tylko.




