Dzisiaj jest: czwartek 24.05.2012 | Imieniny:

Radość Bożego Narodzenia w Wielkim Jubileuszu Roku 2000

autor: ks. Mieczysław Piotrowski TChr

          Kończy się Wielki Jubileusz Roku 2000. Dla wszystkich chrześcijan jest to czas szczególnej radości i dzięk­czy­nie­nia Bogu w Trójcy Jedynemu za dar Wcie­le­nia Syna Bożego. Przed dwoma tysiącami lat w be­tle­jem­skiej sta­jen­ce urodził się nasz Zba­wi­ciel Jezus Chrystus. Pan Bóg stał się prawdziwym czło­wie­kiem, wziął na siebie grze­chy i cierpienia wszyst­kich ludzi, aby po­przez swoją śmierć i Zmartwychwstanie zgładzić wszystkie grzechy, po­ko­nać szatana, śmierć i do­pro­wa­dzić każ­de­go człowieka do pełni szczę­ścia. Dla wszystkich ludzi dobrej woli jest to naj­waż­niej­sze wy­da­rze­nie w historii ludz­ko­ści. Poprzez Wcie­le­nie Bóg swoim nie­skoń­czo­nym mi­ło­sier­dziem ogarnia wszystkich ludzi, a więc tylko z własnej winy można tej miłości nie przyjąć lub ją odrzucić.

      

            Radość Wielkiego Ju­bi­le­uszu za­ko­rze­nio­na jest w pewności osta­tecz­ne­go zwycięstwa Chrystusa nad wszel­kim złem oraz w fakcie, że Bóg, sta­jąc się prawdziwym człowiekiem, zjed­no­czył się z każdą i każdym z nas. Dzięki temu każ­da ludzka istota ma nie­skoń­czo­ną god­ność i war­tość, a gdzie­kol­wiek cierpi człowiek, tam współ­cier­pi z nim sam Bóg.
Przez swo­je Wcie­le­nie Pan Bóg w spo­sób ra­dy­kal­ny sta­je po stro­nie czło­wie­ka, a Jego wszech­moc ob­ja­wia się w tym, że „do końca umi­ło­wał” (J 13, 1), do­bro­wol­nie przyj­mu­jąc cier­pie­nie, bio­rąc na sie­bie wszyst­kie kon­se­kwen­cje ludz­kich grze­chów. „On się obar­czył na­szym cier­pie­niem (...). Pan zwa­lił na Niego winy nas wszyst­kich” (Iz 53, 4.6). Umierając na krzyżu, do­świad­czył naj­więk­sze­go cier­pie­nia, które wyraził w słowach: „Boże mój, cze­muś Mnie opuścił?” (Mk 15, 34).
            To właśnie Bóg-Człowiek, cał­ko­wi­cie niewinny, dobrowolnie do­zna­je największego cierpienia. Po­przez niewinne cierpienie z miłości do czło­wie­ka dokonuje odkupienia świata. Odtąd każde ludzkie cierpienie, w zjed­no­cze­niu z Chrystusem, nie jest już karą za grzechy, lecz staje się drogą zbawienia, drogą dojrzewania do mi­ło­ści, uczestnictwem w Chry­stu­so­wym dziele odkupienia. Gdziekolwiek cier­pi człowiek, tam współcierpi z nim Chrystus: w obozach kon­cen­tra­cyj­nych, gułagach, we wszystkich lu­do­bój­stwach, wojnach, holokauście na­ro­du żydowskiego i niewolników afry­kań­skich, holokauście dzieci nie­na­ro­dzo­nych, w ludziach poddanych eu­ta­na­zji, w cierpiących z powodu dzia­ła­nia sił natury i różnych chorób. Bóg współcierpi z każdym czło­wie­kiem, ponieważ każ­de­go kocha i pra­gnie do­pro­wa­dzić wszystkich, po­przez na­wró­ce­nie, do pełni szczę­ścia.
            Wielki poeta francuski Paul Clau­del, który na­wró­cił się na ka­to­li­cyzm w dzień Bo­że­go Na­ro­dze­nia 1886 r., tak pisał: „Syn Boży nie przy­szedł po to, by znieść cier­pie­nie, lecz by cierpieć z nami. Nie przy­szedł, by zniszczyć krzyż, lecz by na nim za­wi­snąć... Człowiek, który cierpi, nie jest bez­u­ży­tecz­ny i bez­czyn­ny. On pra­cu­je i zyskuje, nie do­bra znisz­czal­ne i względ­ne, ale war­to­ści absolutne i po­wszech­ne, do któ­rych dys­po­nu­je się przez cier­pie­nie”. To jest najgłębszy powód chrze­ści­jań­skiej ra­do­ści i trwa­łe­go opty­mi­zmu. Chry­stus kocha nas miłością po­tęż­niej­szą niż śmierć, gła­dzą­cą wszyst­kie grzechy; miłością, która daje radość i przed­smak nieba już tutaj na ziemi. Wi­dzia­łem wielką radość w oczach umie­ra­ją­cych na raka, kie­dy na krót­ko przed śmiercią po­da­wa­łem im Jezusa w Ko­mu­nii św. By­łem świad­kiem wielkiej tajemnicy współ­ist­nie­nia z jed­nej stro­ny ogrom­nych cier­pień fi­zycz­nych spo­wo­do­wa­nych no­wo­two­rem i rów­no­cze­śnie ra­do­ści ze spo­tka­nia z Chry­stu­sem w Eu­cha­ry­stii. Tej radości nikt nie może nam ode­brać, ona trwa na­wet w sy­tu­acjach naj­więk­sze­go fi­zycz­ne­go cier­pie­nia.
            „Tak bowiem Bóg umi­ło­wał świat, Syna swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go dał, aby każ­dy, kto w Nie­go wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Sta­jąc się praw­dzi­wym czło­wie­kiem, Jezus jest z nami za­wsze, a szcze­gól­nie w cierpieniu i śmierci, aby nas do­pro­wa­dzić do peł­ni szczę­ścia. Taka jest najgłębsza praw­da Bożego Na­ro­dze­nia w Wiel­kim Ju­bi­le­uszu Roku 2000. Prawdą jest sama osoba Jezusa Chry­stu­sa. Mo­że­my Je­zu­sa osobiście spo­tkać, po­wie­rzyć Mu całe swoje ży­cie, wraz ze wszyst­ki­mi cier­pie­nia­mi duszy i cia­ła. W jaki spo­sób? Po prostu trze­ba z ufnością dziecka uwie­rzyć w to, co On mówi do nas. Wie­rzyć za­wsze, a szcze­gól­nie wtedy, gdy po ludz­ku nie ma nadziei.
            Takiej wiary mamy się uczyć na mo­dli­twie od Matki Bożej. Ona jako pierw­sza z ludzi w sy­tu­acjach po ludz­ku beznadziejnych za­wsze wie­rzy­ła i ufała Bogu. Dzię­ki he­ro­icz­nej wie­rze 2000 lat temu w Jej dzie­wi­czym ło­nie praw­dzi­wy Bóg mógł stać się praw­dzi­wym czło­wie­kiem, aby do­ko­nać naszego zba­wie­nia.
            Przez wiarę Maryja stała się Matką Boga i naszą Matką, naj­pew­niej­szą prze­wod­nicz­ką na dro­gach wia­ry. Uka­zu­je i pro­wa­dzi nas do Je­zu­sa ży­ją­ce­go w swo­im Ko­ście­le. „Od dwóch ty­się­cy lat Ko­ściół jest jak­by ko­ły­ską, w któ­rej Ma­ry­ja skła­da Je­zu­sa, aby wszyst­kie na­ro­dy mo­gły Go wiel­bić i kon­tem­plo­wać. Oby dzię­ki po­ko­rze Ob­lu­bie­ni­cy jesz­cze bar­dziej za­ja­śnia­ła chwa­ła i moc Eu­cha­ry­stii, któ­rą Ona spra­wu­je i prze­cho­wu­je w swym ło­nie. W zna­ku kon­se­kro­wa­ne­go Chle­ba i Wina Chry­stus zmar­twych­wsta­ły i uwiel­bio­ny, świa­tłość na­ro­dów (por. Łk 2, 32), ob­ja­wia trwa­łość swo­je­go Wcie­le­nia. On po­zo­sta­je żywy i praw­dzi­wy po­śród nas, aby kar­mić wie­rzą­cych swo­im Cia­łem i Krwią” (In­car­na­tio­nis my­ste­rium, 11).
            „»A Słowo sta­ło się Ciałem« – to jest praw­da o stajence be­tle­jem­skiej, ale urze­czy­wist­nia się ona pod inną jeszcze po­sta­cią” – pi­sze św. Edy­ta Ste­in. „»Kto spo­ży­wa moje Cia­ło i pije moją Krew, ma ży­cie wiecz­ne« (J 6, 54). Zba­wi­ciel wie, że je­ste­śmy i po­zo­sta­je­my ludź­mi sła­by­mi, zmu­szo­ny­mi do co­dzien­nej wal­ki z wła­sną nie­do­sko­na­ło­ścią, dla­te­go ofiarowuje nam po­moc praw­dzi­wie boską. Tak jak nasze ciało potrzebuje chle­ba po­wsze­dnie­go, tak też ży­cie Boże w nas do­ma­ga się rów­nież po­kar­mu. »Jam jest Chleb, któ­ry z nie­ba zstą­pił« (J 6, 41). Kto Go przyj­mu­je jako swój chleb co­dzien­ny, w tym też co­dzien­nie wy­peł­nia się ta­jem­ni­ca Bo­że­go Narodzenia, cud Sło­wa Bo­że­go, któ­re sta­je się cia­łem”.
             Niech ten cud Wcielenia, któ­ry trwa w Kościele poprzez Eu­cha­ry­stię, będzie źródłem nie­znisz­czal­nej ra­do­ści na drogach naszego piel­grzy­mo­wa­nia w trze­cim ty­siąc­le­ciu.
 
 

 

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni   |   następny wróć