Dzisiaj jest: piątek 30.07.2010 | Imieniny:

Od in vitro do NAPROtechnologii

autor: świadectwo

 

Kiedy w 1993 r. rozpocząłem pracę w klinice leczenia niepłodności małżeńskiej, tym problemem zajmowało się w Polsce nie więcej niż 15 – 20 lekarzy. Zapotrzebowanie było ogromne, sądziłem więc, że zacząłem pracować w prestiżowej w instytucji, bardzo potrzebnej i bardzo pomocnej dla drugiego człowieka.
 
Medycyna rozrodu, leczenie niepłodności to bardzo wysublimowana dziedzina wiedzy medycznej. Zacząłem ją zgłębiać i uczyłem się patrzeć na ten problem oczami pacjentów. Zobaczyłem, jakim dramatem jest dla małżeństwa brak potomstwa. Psychikę ludzi, którzy nie mogą mieć dzieci, porównuje się do psychiki ludzi cierpiących na chorobę nowotworową. Czują się oni inwalidami społecznymi, rodzinnymi. Unikają tematu, a zwłaszcza pytań: „czy już jesteś w ciąży?”, „a dlaczego jeszcze nie pojawiło się u was dziecko?”… Nie chcą tego słyszeć. Płaczą gdzieś tam w zaciszu swojej sypialni, cierpią z tego powodu… Niesienie pomocy tym ludziom wymaga zaangażowania przez 365 dni w roku, bez dni wolnych, bez wytchnienia. Nikt, kto nie chce się poświęcić, kto nie chce pomagać drugiemu człowiekowi, nie może w tym zawodzie pracować.
Ja sam zawsze starałem się pracować z miłością, z uczciwością i z serdecznością; zdobywałem zaufanie pacjentów. Wiedziałem, że to wszystko jest niezbędne w procesie leczenia, niezależnie od sposobu, jakiego się używa. Bo przecież miałem do czynienia z żywymi ludźmi – którzy płaczą, którzy cierpią z powodu choroby – cierpią i fizycznie, i psychicznie. Przy tym pracowałem z medyczną fachowością – bo to było konieczne, żeby wygrać z niepłodnością. (...)
 

O dalszych losach Autora tego niesamowitego, poruszającego świadectwa dowiesz się tylko z najnowszego numeru Miłujcie się!. Przeczytaj koniecznie!

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni   |   następny wróć