Dzisiaj jest: czwartek 24.05.2012 | Imieniny:

Jubileuszowe wezwanie do radości

autor: Teresa Tyszkiewicz

            „Każdy rok jubileuszowy jest jakby zaproszeniem na ucztę we­sel­ną” (Incarnationis mysterium). Radość chrze­ści­jań­ska to ra­dość w Duchu Świętym. Po­ru­sza­my się i żyjemy w świecie stwo­rzo­nym przez Boga i oddanym czło­wie­ko­wi we wła­da­nie. Żyjemy więc otoczeni do­brem pochodzącym z rąk Boga. Święty To­masz z Akwinu tak określa to w Su­mie teo­lo­gicz­nej: „Ra­dość albo «szczę­ście» w ścisłym tego słowa znaczeniu do­zna­wa­na jest wte­dy, kiedy człowiek cie­szy się po­sia­da­niem jakiegoś dobra poznanego i ko­cha­ne­go”. Do­strze­ga­my więc całe do­bro stworzone przez Boga jako wyraz Jego miłości do człowieka i po­win­ni­śmy cieszyć się nim, w całej prostocie serca. Paweł VI w adhortacji Gau­de­te in Domine mówi: „Chrze­ści­jań­ska radość wymaga, aby czło­wiek był zdol­ny do korzystania z ra­do­ści na­tu­ral­nych”, a tymczasem dzi­siaj: „Spo­łecz­ność ludzka, bogata w wynalazki techniczne, mogła po­mno­żyć okazje do rozrywek, ale z trudem przychodzi jej rodzenie radości”. Ra­czej dostrzega się zniechęcenie, nudę i smutek, po­czu­cie samotności, nie­speł­nio­ne pra­gnie­nie miłości i przyjaźni, lęki i pe­sy­mizm.

             Bóg Stwórca użycza nam ra­do­ści naturalnych jako pomocy w piel­grzym­ce życia – „są nimi: głęboka ra­dość z istnienia i życia, radość czy­stej, uświęconej miłości, radość uspo­ka­ja­ją­ca, czerpana z przyrody i mil­cze­nia, radość surowej powagi, jaką rodzi dzie­ło dobrze wykonane, ra­dość i przy­jem­ność spowodowane wy­peł­nie­niem obowiązku; radość czysta, jaka płynie ze skromności służby i uczestnictwa we wspólnocie, i radość mozolna po­cho­dzą­ca z poświęcenia”. Można by tu dodać, że człowiek stwo­rzo­ny przez Boga, który ma poczucie humoru, jest uprawniony do ko­rzy­sta­nia z tego atry­bu­tu: ciesząc się z do­brej zabawy, dow­ci­pu, rozrywki, śmie­jąc się i uczest­ni­cząc w we­so­ło­ści ro­dzin­nej czy wspól­no­to­wej. Czło­wiek wno­szą­cy sobą at­mos­fe­rę we­so­ło­ści i opty­mi­zmu jest wszędzie mile wi­dzia­ny. To szcze­gól­ny jego cha­ry­zmat, dany przez Boga.

            Ale i tak powszechnie apro­bo­wa­ne radości naturalne są coraz mniej obecne w otaczającym świecie. Może dlatego, że brak im odniesienia do źró­dła wszelkiego szczęścia, jakim jest Bóg? A On chce, aby radość zagościła w sercach wszystkich ludzi, więc na­sze zadanie – zanieść ją innym, ale na to musimy sami być nią napełnieni. Niech mroki naszego świata „nie po­wstrzy­mu­ją nas od mówienia o ra­do­ści, od nadziei na radość, bo współ­cze­śni nam ludzie, uwikłani w biedy, potrzebują doznania radości i usły­sze­nia jakby jej pieśni”.
            Najpierw podstawowa sprawa: radość musi opierać się na pokoju, więc jest potrzebny pokój serca skie­ro­wa­ne­go do Boga, zgoda między czło­wie­kiem a Bogiem, pokój sumienia, na­wet gdy człowiek uświadamia sobie popełnione przez siebie grzechy, ale szybko chce przywrócić swą nadwątloną więź z Bogiem. Radość czystego sumienia, radość z otrzy­ma­ne­go przebaczenia – to świat doznań ogromnie szczęśliwych. Nie zdajemy sobie sprawy, jakim piekłem jest za­plą­ta­nie się w grzechy, niewiara w Ojca i w Jego miłosierdzie, rozpacz nie­moż­no­ści naprawienia zła, które się po­peł­ni­ło... A to jest udziałem tych, którzy nie wierzą.
            Autentyczna radość zawsze oparta jest na wierze, że Bóg istnieje, że z miłości do człowieka sam stał się prawdziwym człowiekiem, że ani na chwilę nie przestał się interesować jakimkolwiek z ludzi, że przez śmierć i Zmar­twych­wsta­nie osta­tecz­nie po­ko­nał to wszyst­ko, co nisz­czy ludz­ką ra­dość. Zmar­twych­wsta­ły Pan jest z nami „przez wszyst­kie dni aż do skoń­cze­nia świa­ta” (Mt 28, 20). I ta ra­dość obec­no­ści Pana zmar­twych­wsta­łe­go, któ­ry po­ko­nał śmierć i sza­ta­na, trwa od bli­sko 2000 lat w Ko­ście­le po­mi­mo wszyst­kich udręk, któ­re na nie­go spa­da­ją. Ra­do­ścią Ko­ścio­ła jest obec­ność w nim Je­zu­sa Chry­stu­sa i świę­tość jego dzie­ci. Świę­ty Jan Ewan­ge­li­sta stwier­dza: „Nie znam więk­szej ra­do­ści nad tę, kiedy sły­szę, że dzie­ci moje po­stę­pu­ją zgod­nie z praw­dą” (3 J, 4).
            Ale ra­dość na zie­mi ma swo­je ogra­ni­cze­nia, do­pie­ro ra­dość ży­cia wiecz­ne­go bę­dzie peł­nią. Świę­tych ob­co­wa­nie w nie­bie jest trwa­niem w ra­do­ści, bo to będą wiecz­ne gody Ba­ran­ka, na któ­re je­ste­śmy za­pro­sze­ni. Tyl­ko mu­si­my za­dbać o sza­tę we­sel­ną. „Ani oko nie wi­dzia­ło, ani ucho nie sły­sza­ło, ani ser­ce czło­wie­ka nie zdo­ła­ło po­jąć, jak wiel­kie rze­czy przy­go­to­wał Bóg tym, któ­rzy Go mi­łu­ją” (1 Kor 2, 9). W swo­jej nie­skoń­czo­nej mi­ło­ści nasz Pan cza­sem daje od­czuć przed­smak nie­ba. Je­że­li to są ułam­ki, któ­re za­wdzię­cza­my ła­skom mi­stycz­nym, czym bę­dzie peł­nia?
            Radość, któ­ra go­ści w na­szym ser­cu, nie może trwać w nim za­mknię­ta. Mamy się nią dzie­lić jako do­brem, któ­re­go współ­cze­sny świat jest po­zba­wio­ny, bo od­wró­cił się od Tego, któ­ry swo­im przyj­ściem na świat „po­mno­żył ra­dość, zwięk­szył we­se­le” (Iz 9). Trze­ba nam też umieć uza­sad­niać na­szą na­dzie­ję, że pły­nie ona z tego je­dy­ne­go źró­dła szczę­ścia. Świat współ­cze­sny, ży­ją­cy prze­sy­tem dóbr ma­te­rial­nych i gło­dem praw­dzi­wej mi­ło­ści, za­tro­ska­ny co­raz bardziej o swo­je zy­ski, stan po­sia­da­nia, śro­do­wi­sko na­tu­ral­ne, bez­pie­czeń­stwo, przy­szłość, nie ma już cza­su i prze­strze­ni dla ra­do­wa­nia się. Trze­ba w no­wej ewan­ge­li­za­cji za­cząć go zno­wu uczyć uśmie­chu – nie tego przy­le­pio­ne­go do twa­rzy, ale pły­ną­ce­go z ser­ca prze­peł­nio­ne­go żywą wia­rą. Trze­ba przy­po­mnieć mu od nowa, że wszel­ka ra­dość i szczę­ście ludz­kie bie­rze swój po­czą­tek w Tym, któ­ry Je­den zna ta­jem­ni­cę szczę­ścia, trwa­ją­ce­go przez ży­cie aż po wiecz­ność. Po­da­ro­wać dzi­siej­sze­mu czło­wie­ko­wi choć tro­chę tego szczę­ścia, ma­ją­ce­go swój po­czą­tek w Bogu – to wy­świad­czo­ne wiel­kie do­bro. Do wszyst­kich wie­rzą­cych po­win­ny się odnosić sło­wa: „O, jak są peł­ne wdzię­ku na gó­rach nogi zwia­stu­na do­brej no­wi­ny, który ogła­sza po­kój, zwia­stu­je szczę­ście, któ­ry ob­wiesz­cza zba­wie­nie... Twój Bóg za­czął kró­lo­wać” (Iz 52, 7-8). Oby mo­gły za­brzmieć ra­do­snym śpie­wa­niem wszyst­kie ru­iny współ­cze­sne­go świa­ta, dzię­ki tej wie­rze na nowo obu­dzo­nej, że Bóg za­czął kró­lo­wać.
 
Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni   |   następny wróć