

Dzisiaj jest: środa 08.02.2012
| Imieniny:
Co wyjaśnia teoria ewolucji?
autor: Mirosław Rucki
Podobno „teoria ewolucji” jest naukową teorią, która wyjaśnia powstanie otaczającego nas świata. Dziwi mnie tylko to, że jakoś te wyjaśnienia są niespójne i niekonsekwentne…
Na przykład ostatnio w mediach trąbiono o odnalezieniu „brakującego ogniwa” pomiędzy człowiekiem a małpą. Podobno małpiątko mające być tym ogniwem miało podobne do ludzkich paznokcie i parę kości. Pisano, że od 150 lat naukowcy szukali takiego czegoś i że teraz już na pewno wiemy, iż teoria Darwina jest prawdziwa.
Problem jednak polega na tym, że pomimo zewnętrznych podobieństw pomiędzy człowiekiem i małpą – i nawet podobieństw genetycznych – jedno i drugie nie może pochodzić od wspólnego przodka. Jest zrozumiałe, że 200 lat temu na podstawie podobieństw zewnętrznych można było wnioskować o wzajemnym lub wspólnym pochodzeniu. Dzisiaj jednak ta teza jest nie do utrzymania, ponieważ współczesna naukowa wiedza mówi nam, że za rozwój organów, ich funkcje i wygląd zewnętrzny odpowiadają geny – nośniki informacji. Podobieństwa zewnętrzne wcale nie idą w parze z podobieństwem genetycznym, a geny są odporne na wpływ większości warunków zewnętrznych, takich jak zmiana temperatury otoczenia, ciśnienie lub wilgotność powietrza. O mutacjach natomiast wiemy, że są one z reguły neutralne, a kiedy nie są neutralne, to przeważnie są negatywne, czyli związane z utratą informacji. Poza tym już nawet dzieci w gimnazjum wiedzą, że istnieje mechanizm przeciwdziałający mutacjom – czyli że informacja genetyczna ma zabezpieczenie.
Gdyby teoria ewolucji była teorią naukową, wyjaśniającą świat, musiałaby ona także wyjaśnić mechanizmy tworzenia się nowych typów i rodzajów istot żywych. Tymczasem mechanizmy takie nie są znane, a wiedza o roli genów jako nośników informacji zmusza do myślenia o „informatycznej” stronie istnienia organizmów żywych. Jeśli bowiem dotąd wystarczyło wierzyć, że żyrafa wyciągała szyję po pożywienie, i dlatego ma długą szyję – to w tej chwili należałoby wyjaśnić, jak żyrafa, wyciągając szyję po pożywienie, zakodowała w genach na przyszłe pokolenia informację o długiej szyi. A ponieważ nie są znane mechanizmy kodowania informacji w genach przez istoty żyjące na naszym globie, śmiem twierdzić, że one po prostu nie istnieją. Naukowcy bowiem wystarczająco dużo wiedzą o genach i ich funkcjonowaniu, by móc jednoznacznie stwierdzić, że stanowią one kod informatyczny, ułożony przez Kogoś na samym początku, zabezpieczony i zasadniczo niezmienny, a każda mutacja powoduje dziury w tym kodzie, utratę informacji, choroby genetyczne i wymarcie gatunków, a nie ich rozwój lub przekształcenie się ich w coś nowego.
Dlatego w teorii ewolucji widać jedną wielką niespójność: raz nam się mówi, że geny stanowią „płynną masę”, gromadzącą wciąż nową informację pod wpływem warunków otoczenia, ciągle mutującą i produkującą jakieś nowe formy życia – a drugi raz się nam podaje informacje o genach jako nośnikach zakodowanej informacji, które determinują i ograniczają funkcjonalność danego osobnika i jego potomstwa. Cóż więc wyjaśnia owa teoria ze swoimi hipotetycznymi formami przejściowymi, które znajdują „potwierdzenie” jedynie w paznokciach i kilku kościach jakiejś skamieniałej małpki?
Mam przed oczami artykuł powołujący się na badania światowej sławy naukowców, zwolenników teorii ewolucji: Barnesa, Calowa, Olive’a, Goldinga, oraz badaczy niezależnych od nich: Valentine’a, Erwina i Jablonskiego, którzy udowodnili, że w ciągu ostatnich 500 mln lat nie pojawił się na kuli ziemskiej żaden nowy typ biologiczny. Cytuję: „Patrząc na zapis paleontologiczny, możemy stwierdzić, że wszystkie obecnie znane typy wyewoluowały około 525 milionów lat temu. Pomimo pół miliarda lat dalszego ewolucyjnego rozwoju (...) żaden nowy typ i żaden nowy plan budowy ciała od tego czasu się nie pojawił”. A.R. Parker w swoim artykule On the origin of optics (“Optics & Laser Technology” 43/2011), pisze: „Przed 520 mln lat istniały tylko trzy typy zwierząt, o zewnętrznych kształtach podobnych do dzisiejszych. Po geologicznej chwili [ok. 515 mln lat temu] pojawiło się co najmniej kilka nowych – a prawdopodobnie większość typów znanych dzisiaj”.
Gdybyśmy odnieśli się tylko do stwierdzonego faktu, bez ideologicznej otoczki ewolucjonizmu, powinniśmy przyznać, że cała ta teoria się sypie, ponieważ z 4,5 mld lat istnienia Ziemi (przyjętych przez ewolucjonistów) ewolucja na pewno nie zachodziła ani przez 4 pierwsze miliardy lat, ani przez ostatnie pół miliarda. Jaki więc jest dowód na to, że ona w ogóle zachodziła? Tu jest trudniej udowodnić to, że ewolucja ma miejsce, niż to, że ona nie ma miejsca.
Niedawno otrzymałem list od kogoś, kto podpisał się jako „Racjonalista”, nie podając swego imienia i nazwiska. W liście tym było napisane, że „bardziej prawdopodobne jest, że życie na ziemi powstało przypadkowo samo z siebie, niż że stworzył je Bóg”. Chciałbym w związku z tym przedstawić bardzo prosty rachunek prawdopodobieństwa dotyczący powstania życia.
Aby policzyć prawdopodobieństwo stworzenia świata przez Boga, musimy przyjąć, że są dwie możliwości: albo Bóg istnieje, albo nie istnieje. Prawdopodobieństwo wynosi 1 : 1 – albo istnieje, albo nie. Jeżeli Bóg istnieje, to znowu są dwie możliwości: albo stworzył świat, albo go nie stworzył. Zatem czyste prawdopodobieństwo, że Bóg istnieje i że stworzył świat, bez uwzględnienia jakichkolwiek dowodów i związków przyczynowo-skutkowych, wynosi 1 : 2², czyli 1 : 4. Być może niektórzy nawet stwierdzą, że taka wartość prawdopodobieństwa jest zbyt mała, by wierzyć w Boga-Stwórcę. Pytanie jednak brzmi: czy samoczynne powstanie życia jest bardziej prawdopodobne?
Złożoność istnienia życia na ziemi jest przeogromna, dlatego do obliczeń wezmę jedynie jeden mały element, który stanowi podstawę naszej egzystencji – hemoglobinę. Każdy i każda z nas ma we krwi miliony molekuł hemoglobiny. Każda taka molekuła zaś składa się z 574 aminokwasów, ułożonych w zadanej konkretnej kolejności. Do budowy hemoglobiny nasz organizm używa 20 typów aminokwasów. I teraz policzmy, jakie jest prawdopodobieństwo przypadkowego ułożenia 574 aminokwasów 20 rodzajów w jedną molekułę hemoglobiny o określonej kolejności aminokwasów. Tak więc: gdybyśmy mieli ułożyć pociąg z 2 wagonów pomalowanych na 20 różnych kolorów, mielibyśmy 20 × 20 kombinacji. Gdyby ten pociąg składał się z 3 wagonów, byłoby 20 × 20 × 20 kombinacji. Układając pociąg z 574 wagonów w ściśle określonym porządku, dobierając kolory przypadkowo, musielibyśmy wypróbować 20574 kombinacji. Zatem prawdopodobieństwo przypadkowego samoczynnego powstania jednej tylko molekuły hemoglobiny wynosi 1 : 20574. Jest oczywiste, że liczba ta jest nieporównywalnie mniejsza niż 1 : 4.
Warto pamiętać o tym, że w 15 mld lat (taki jest szacowany przez ewolucjonistów wiek naszego wszechświata) mieści się 1018 sekund. Gdybyśmy więc układali „pociąg” hemoglobiny przez 15 mld lat, dobierając przypadkowo co sekundę nową kombinację aminokwasów, to nie wypróbowalibyśmy nawet jednej trzeciej możliwości. Geny natomiast są znacznie bardziej skomplikowane niż molekuła hemoglobiny, dlatego każdy bez trudu może zauważyć, że nawet mutacje 100 razy na sekundę nie są w stanie zapewnić powstania choćby jednego genu istoty żywej. Tymczasem sami ewolucjoniści twierdzą, że co najmniej od 500 mln lat takie „stwórcze” mutacje nie zachodzą. Gdzie jest logika w tej ewolucji i co ona ma niby wyjaśniać? W tym kontekście zrozumiałe stają się słowa, które Pan Bóg kieruje do nas w Księdze Mądrości: „Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga; z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła, nie poznali Twórcy. (…) Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę” (13, 1.5).
Jest oczywiste, że teoria ewolucji tak naprawdę jest tylko hipotezą, i w dodatku taką, która się nie sprawdziła przez 150 lat – od chwili jej ogłoszenia przez Darwina. Każde nowe odkrycie przeczy tej teorii, dlaczego więc z uporem maniaka jest ona propagowana, zwłaszcza w mediach? Dlaczego jest podawana jako fakt, kiedy nie ma żadnego materiału dowodowego? Cóż takiego ona wyjaśnia, kiedy nie odpowiada na żadne pytanie typu „w jaki sposób?”, sprowadzając zagadnienia naukowe do pustego filozofowania?
Według mnie jest to kwestia raczej ideologiczna niż naukowa. Z punktu widzenia prostego rachunku prawdopodobieństwa znacznie bardziej racjonalne jest przyjęcie takiego założenia, że Bóg istnieje i stworzył świat, niż takiego, że wszystko powstało samo z siebie, przypadkowo. Natomiast z punktu widzenia naukowego całkiem naukowo i konsekwentnie jest sformułowana teoria „inteligentnego projektu”, czyli istnienia Boga Stwórcy, którą popierają światowej sławy naukowcy i która znacznie lepiej opisuje rzeczywistość niż przestarzała i sprzeczna sama w sobie teoria ewolucji. | poprzedni | następny | wróć |
copyright: Miłujcie się!




