Dzisiaj jest: czwartek 24.05.2012 | Imieniny:

Boże, Ty nie mo­głeś mnie bar­dziej ukochać...

autor: świadectwo
             Pragnę wyrazić swoje uznanie i wdzięczność ludziom, którzy wy­da­ją ta­kie wspaniałe pismo. W nim zna­la­złam właśnie to, co było mi po­trzeb­ne, to, czego od dawna szukałam.
            Mam 37 lat, urodziłam się w tzw. obszarze łagrów i miejsc zesłania w okręgu północnego Ka­zach­sta­nu. Mnie i moim rodakom dane było odczuć na sobie całą moc ate­istycz­nej i antyreligijnej propagandy. Oto dla­cze­go na tym te­ry­to­rium tak ważne są religijne wy­daw­nic­twa, książki oraz audycje ra­dio­we. One po­win­ny odrodzić też duchową „lukę” w pojęciach lu­dzi. For­mo­wa­nie się mojej osobowości przypadało na lata 70., które w Związku Ra­dziec­kim zostały nazwane później „czasem za­sto­ju”.
            Jestem historykiem. Wy­kształ­ce­nie zdobyłam na ra­dziec­kich uni­wer­sy­te­tach i na­praw­dę się orientuję, co to jest „naukowy ateizm”. Musiałam z tej dyscypliny zdawać eg­za­mi­ny, któ­re były konieczne do skończenia stu­diów. Gdy­by­ście wiedzieli, jakie to ab­sur­dal­ne modlić się przed eg­za­mi­nem z ateizmu!... Ukradkiem modlić się przed drzwiami sali eg­za­mi­na­cyj­nej... Takie rozdwojenie nie tylko ja prze­ży­wa­łam. Jeszcze w szkole, gdy by­li­śmy dziećmi i słyszałam na lekcjach od na­uczy­cie­li, że Boga nie ma, wie­dzie­li­śmy, że w ich domach wiszą święte obrazy i wie­czo­rem – przy za­sło­nię­tych oknach – będą chrzcić swo­je dzie­ci. Ot, takie milczące po­ro­zu­mie­nie między ludźmi, którzy chcieli uchro­nić to, co najświętsze – wiarę w Je­zu­sa Chrystusa.
            Co wiedzieliśmy o wie­rze? Nie­wie­le, ale na pewno to, co naj­waż­niej­sze – że Bóg istnieje. Jeszcze parę mo­dlitw, różaniec, drogę krzyżową... Pierw­sze drukowane wydanie Biblii dostałam z rąk ojca Ku­ry­ło­wi­cza z To­wa­rzy­stwa Chry­stu­so­we­go, który przy­je­chał do nas w 1991 r. Tylko wte­dy w ręce moje dostał się Świat Bi­blii. To wystarczyło, by na­uczyć się pod­staw. Tak wiele przeczytano dzieł Mark­sa i Le­ni­na oraz innych głupot, tak wie­le stracono na to czasu i wysiłku, że nie mogę nasycić się tą wspa­nia­łą li­te­ra­tu­rą, mó­wią­cą o naszej wierze, Bogu i na­szym nawróceniu. Tylko głod­ny zrozumie głodnego.
            Bardzo podobają mi się ar­ty­ku­ły i książki ojca Alek­san­dra, ka­to­lic­kie­go księdza. A najbardziej pra­gnę tego, aby na świecie znikła ta sztuczna prze­gro­da: prawosławny – katolik. Już kil­ka razy drukowaliście artykuły ojca Alek­san­dra, bar­dzo Wam za to dzię­ku­ję i pro­szę o więcej publikacji mó­wią­cych, że katolicy i pra­wo­sław­ni są braćmi. Je­stem prze­ko­na­na, że nasz dobry Oj­ciec kie­dyś nas zjednoczy.
            W Waszym piśmie czy­tam ab­so­lut­nie wszystkie artykuły: o sektach (bardzo mnie to in­te­re­su­je), o nar­ko­ma­nii, o abor­cji oraz świadectwa. Nie wszyst­ko mnie osobiście do­ty­czy, pew­na problematyka jest mi bliższa, pew­na dotyczyć mnie będzie w przy­szło­ści (ro­śnie mi 17-letnia córka i 11-let­ni syn). Niektóre rzeczy przy­da­ją się moim przy­ja­cio­łom i krewnym (prze­ka­zu­ję pisma nawet do innych miast).
            To prawda, nie Wy pierw­si za­czę­li­ście mówić o aborcji, nar­ko­ma­nii czy AIDS, lecz świeckie ośrodki ma­so­wej informacji – mówią o tym wszystkim w aspekcie bez­pie­czeń­stwa, a Wy – w aspekcie mo­ral­no­ści, a to o wiele waż­niej­sze.
Problem aborcji kiedyś i mnie dotyczył. To mój grzech. Wiele kobiet z tego terenu ma go również na sumieniu. Trud­no­ści materialne, życiowe i inne wydawały się nam wy­star­cza­ją­cym uspra­wie­dli­wie­niem dla aborcji. I ja, i moje przy­ja­ciół­ki wiedziałyśmy, że to źle, ale głębię swojego grzechu uświa­do­mi­łam sobie dopiero teraz: „(...) ono już czuje ból, przytulenie, światło, cie­pło, szum (...) ” – tak przeczytałam w Wa­szym artykule. Gdyby nie Boże Mi­ło­sier­dzie – zgi­nę­ła­bym…
            Chciałabym tyle napisać o Wa­szym czasopiśmie, wy­ra­zić swój za­chwyt nad wieloma publikacjami, ale nie mogę nie oszczędzać Waszego cza­su. Jed­nak o cyklu artykułów po­świę­co­nych Całunowi Tu­ryń­skie­mu muszę napisać. Czytaliśmy ten cykl całą ro­dzi­ną. „Boże, Ty nie mogłeś mnie ko­chać bar­dziej!” – to wszystko, co mo­gli­śmy powiedzieć po prze­czy­ta­niu ostatniej publikacji. Fi­zycz­nie od­czu­łam ten ból, tę mi­łość, to mi­ło­sier­dzie.
            Drodzy! Rozumiem, że wy­da­wa­nie czasopisma Mi­łuj­cie się! zwią­za­ne jest z wiel­ki­mi wydatkami: pięk­ny druk, wspaniałe fotografie i ilu­stra­cje, na wszystko to potrzebujecie za­pew­ne dużych pieniędzy, ale na­wró­ce­nie, zbawienie duszy znaczą o wiele więcej. A Wy swój wkład w to wno­si­cie, wiem na pewno. Modlitwa ludzi na tym terytorium, którym tylko Pan Bóg się opiekuje, będzie Wam na­gro­dą i zapłatą. Niech Bóg błogosławi Wam za miłość, życzę twórczych suk­ce­sów na niwie uświęcania naszego narodu. Niech Duch Święty napełni Wasze umysły i serca, kiedy będziecie pisać następne artykuły.
            Z miłością i wdzięcznością
H.G.

 

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni   |   następny wróć