Adwentyści i świadkowie Jehowy twierdzą, że według Biblii w chwili śmierci umiera cały człowiek z duszą i ciałem, natomiast idea nieśmiertelnej duszy pochodzi z filozofii greckiej, a nie z Pisma św. Twierdzenie to wynika z błędnej i nieraz przewrotnej interpretacji tekstów biblijnych. Ich egzegeza jednoznacznie wskazuje, że zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie istnieje jasny przekaz prawdy o nieśmiertelności ludzkiej duszy.
Według tradycji żydowskiej, aby dowieść czegoś przed sądem, trzeba było przedstawić dwóch świadków. I tu właśnie mamy dwóch świadków – Jana i Piotra, ale też dwa dowody – dwa kawałki płótna: Całun Turyński i Oblicze z Manoppello. Są to zatem dwa rzeczowe dowody Zmartwychwstania.
Czasami można usłyszeć twierdzenie, jakoby rozsądek sprzeciwiał się wierze. Ludzie niewierzący często udają, że powodem odrzucenia Boga jest myślenie racjonalne. Jednak w rzeczywistości, ażeby odrzucić Boga, trzeba najpierw odrzucić lub zignorować niezaprzeczalne fakty – a takie postępowanie nie jest w żaden sposób racjonalne ani rozsądne.
Swoje świadectwo dedykuję wszystkim, którzy określają siebie jako „wierzący, ale niepraktykujący”. Przez wiele lat sam mówiłem o sobie właśnie w ten sposób. Szedłem w złym kierunku, bo w istocie byłem zamknięty na działanie Boga. Teraz, mając już 30 lat, czuję się jak raczkujące niemowlę w nowej rzeczywistości świata, którą otworzył przede mną Pan Bóg za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, Królowej Polski z Jasnej Góry.
W domu panowała cisza i niesamowity spokój. Wszyscy spali. Ja leżałem w swoim łóżku, zgasiłem światło i nagle usłyszałem głos: „Bądźcie miłosierni, tak jak wasz Ojciec jest miłosierny! Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni! Przebaczajcie, a będzie wam przebaczone!”.
Zmartwychwstałego Jezusa możemy najpełniej spotkać w Eucharystii. Jest to nasz największy skarb. Obecny w tym sakramencie Jezus dzieli się z nami owocami swego zwycięstwa nad grzechem, szatanem i śmiercią. Daje nam dar życia wiecznego.
Argumenty ateistów wskazujące na nieistnienie Boga rozsypują się jak domek z kart w konfrontacji z rzeczywistością Boga, która odsłania się nam w życiu świętych, kanonizowanych w Kościele katolickim. I tak na przykład życie św. o. Pio, jednego z największych mistyków i stygmatyków w historii Kościoła, było wyjątkowo czytelnym znakiem istnienia Boga. Tylko ludzie złej woli, którzy przez swoją „nieprawość nakładają prawdzie pęta” (Rz 1, 18), tak oczywiste znaki lekceważą lub odrzucają.
„Nie zastanawiaj się nad tym, dlaczego cierpisz; nie szukaj odpowiedzi (na pytania), ale idź zdecydowanie naprzód. Jezus nie pozwoli na to, by wyrządzono Ci krzywdę czy spowodowano zatratę. Obyś tylko sam(a) się nie zatracił(a) i trwał(a) w postanowieniach. A więc głowa do góry! Choćby świat wywrócił się do góry nogami, choćby ciemności ogarnęły wszystko, a świat był w ogniu i chaosie – nic nie powinno napawać Twojej duszy niepokojem, gdyż Bóg jest z Tobą i swoją mocą podtrzyma Cię w boju (…)”.
„Napominamy was, byście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej” (2 Kor 6, 1). Okazując łaskę, czyniąc cuda, Bóg pragnie tylko i wyłącznie naszego zbawienia. Niektórzy z nas, co prawda, pozostają obojętni, ale niektórzy wyciągają dla siebie zbawienne wnioski.
Mam 46 lat, jestem szczęśliwym mężem i ojcem trójki dorosłych już dzieci. Wywodzę się z rodziny, w której ojciec był prawie niewierzący, matka zaś próbowała nauczyć mnie jakichś podstaw religijnych. Zostałem ochrzczony i przyjąłem Pierwszą Komunię św. – i to było w zasadzie wszystko, na czym się przez długi czas opierałem. Potem przyszły lata młodzieńczego buntu, które oddaliły mnie od Kościoła. Moje życie stało się puste. Ponieważ byłem osobą poszukującą, starałem się Boga znaleźć – ale nie szukałem Go tam, gdzie powinienem. Zacząłem się mianowicie interesować ruchem New Age i całą związaną z nim ideologią. Czyli były to tomy newage’owskiej literatury, którą bardzo chętnie pochłaniałem. Było to w latach 70., kiedy tego typu publikacje zaczęły się dopiero pojawiać na rynku w Polsce. Ta literatura doprowadziła do wielkiego zamieszania w moim życiu duchowym. Bóg przestał być dla mnie Bogiem osobowym, a zaczął mi się jawić jako jakaś kosmiczna energia – wszystko we wszystkim. To z kolei doprowadziło mnie do tego, że łatwo przyjmowałem różne ideologie, nawet te pochodzące z innych religii.