Dzisiaj jest: sobota 30.08.2014 | Imieniny:

Czystość przedmałżeńska, czyli płynięcie pod prąd (cz. III)

autor: Jan Bilewicz

Czystość przedmałżeńska, czyli płynięcie pod prąd (cz. III)

 
Wokół nas toczy się odwieczna, duchowa walka pomiędzy dobrem a złem. I nie tylko wokół nas, ale także o nas. Jesteśmy w nią wciągani. Niestety, nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Wielu nie analizuje proponowanych im idei, wartości, zasad życia – są konstruktywne czy szkodliwe? Kierują się raczej pierwszym wrażeniem, opakowaniem, a nie tym, co ono zawiera. A przecież szczęście, pokój i radość są związane tylko z dobrem, zło zaś przynosi nieodmiennie – wcześniej czy później – cierpienie, pomniejszenie, niepokój... Taka jest natura zła.

 

W trzeciej części tego artykułu zajmiemy się jeszcze jednym destruktywnym mitem popkultury, za pomocą którego nakłania się młodych do podjęcia przedmałżeńskiego współżycia seksualnego. Mówi się mianowicie, że: „Podjęcie współżycia pomaga w dobrym wyborze współmałżonka, ponieważ lepiej się go przez to poznaje. Narzeczeni powinni też sprawdzić, czy są dopasowani seksualnie”.
 

Rozpocznijmy znowu od świadectw:

 
„Ludzie traktują dzisiaj swoich bliźnich postępowo i nowocześnie – jak samochody. A więc są testy, czy wszystko działa sprawnie, żeby nie było potem problemów; są jazdy próbne sprawdzające, czy użytkownik będzie zadowolony, zamiana starych modeli na nowe, pozbywanie się wyeksploatowanych egzemplarzy itp.” (Marcin, l. 20).
 
„Próbują się, dopasowują się, sprawdzają, raz z tą, raz z tamtą, z piątą i dziesiątą, żeby naprawdę dobrze się poznać i żeby na pewno potem nie było rozwodu. Nie dziwię się, że jest to ulubione zajęcie wielu facetów, mimo że próby wciąż nieudane. Całkiem przyjemne zabawy. W przedszkolu bawili się z koleżankami w doktora, a teraz bawią się z koleżankami w męża i żonę. Poziom dojrzałości ten sam. Naiwnych jednak nie brakuje. I kto potem chciałby taką próbowaną ileś tam razy za żonę?...” (Patrycja, l. 21).
 
Wyobraźmy sobie następującą sytuację: mężczyźnie przedstawiono dwie bliźniaczki, spośród których ma wybrać sobie żonę. Następnie poinformowano go, że jedna jest dziewicą, a druga w ciągu kilku ostatnich lat miała sporo seksualnych przygód… Czy na dziesięciu zapytanych dziewięciu nie wybrałoby dziewicy na żonę i matkę swoich dzieci?... Mężczyźni przepadają za dziewicami! Znacznie mniej za „próbowanymi” wcześniej. Istnieje takie stare, ale zawsze aktualne powiedzenie: „Mężczyźni szanują te kobiety, które potrafią szanować same siebie”. Jest i odwrotnie – kobiety szanują tych mężczyzn, którzy mają zasady i potrafią od siebie wymagać.
 
„Przebywanie z czystą i skromną dziewczyną to szczególna radość. Taka dziewczyna emanuje wdziękiem. To się widzi i czuje. Dziewiczość jest atrakcyjna, przyciąga. Smutne natomiast, kiedy z dziewczyny emanuje rozwiązłość. To też się widzi” (Mateusz, l. 22).
 
„Chciałbym kiedyś móc spojrzeć swoim dzieciom w oczy i opowiedzieć wszystko szczerze o ich matce i o sobie, ich ojcu. Chciałbym im móc powiedzieć, że ich matka była w młodości uczciwa, skromna, pracowita, pobożna, że kochała swoją rodzinę, że czyniła wiele dobra. Sam staram się żyć jak najlepiej, żeby mieć co opowiedzieć swoim dzieciom. Na pewno nie ożenię się z dziewczyną, która chodzi co dwa miesiące z kimś innym, bywa na jakichś podejrzanych imprezach i nie wiadomo, co tam robi. Jakoś trudno mi wyobrazić sobie taką rozmowę: »Kochane dzieci, kiedy wasza mama była młoda, dosyć często się zakochiwała, a potem w łóżku dawała swoim ukochanym dowody miłości«…” (Piotr, l. 20).
 
Aby nie zranić kiedyś w przyszłości swojego męża, dziewczyna nie może dzisiaj zabawiać się czy „próbować” raz z tym, raz z tamtym. Podobnie chłopak. I jego obecne życie należy już teraz do żony, której w tej chwili nawet jeszcze nie zna. Już teraz powinien być jej wierny. Miłostki, w które się młodzi angażują, kiedyś sprawią ból współmałżonkowi. Każdy (każda) chciałby (chciałaby) być dumny(-a) z przeszłości swojego męża (swej żony). Poza tym – co zrozumiałe – nie chcieliby oni być porównywani ze swoimi poprzednikami.
Utrata dziewictwa zmniejsza szanse na dobre małżeństwo! Czasami prowadzi wręcz do rezygnacji z niego z powodu rozczarowania do mężczyzn czy innych emocjonalnych zranień. Czasami zdobywa się złą reputację, która odstrasza poważnych kandydatów na małżonków, a przyciąga erotomanów niezdolnych nawet do pomyślenia poważnie o małżeństwie. Jakże trudno obronić się przed złą opinią!
Bardziej wrażliwi mężczyźni wpadają w inną pułapkę. Podjęcie współżycia prowadzi ich w końcu do słusznej skąd­inąd myśli: „Zaszedłem już tak daleko, że nie mogę jej teraz tak po prostu zostawić. Zranię ją, jeśli się wycofam. Nie jestem przecież taki podły”. (Prawdopodobieństwo takiego wymuszonego małżeństwa zwiększa się jeszcze w wypadku niespodziewanej ciąży). Wiele nieudanych małżeństw nie doszłoby do skutku, gdyby nie było przedmałżeńskiej więzi seksualnej. 
Oczywiście, okres narzeczeństwa ma służyć wzajemnemu poznaniu siebie – swoich charakterów, zainteresowań, pragnień, dążeń, planów na przyszłość. Decyzja, z kim będę przez całe życie, jest bardzo ważna i trzeba ją budować na solidnych podstawach. Przedmałżeński seks jednak przeszkadza we wzajemnym poznawaniu siebie. Rozbudzona pożądliwość spłaszcza relacje do jednego wymiaru – cielesnego. Inne sprawy schodzą na dalszy plan, a w związku zaczyna dominować zmysłowość. To czystość otwiera drogę do dobrego poznania siebie, głębszych związków i lepszego rozpoznania, czy dana osoba jest właściwym kandydatem (właściwą kandydatką) na męża (żonę).
 
„Małżeństwo musi się opierać na wspólnych planach i wartościach, wzajemnym zrozumieniu, zaufaniu, zdolności do poświęcenia się dla drugiego człowieka czy sprawy. Jeżeli mężczyzna poślubi kobietę tylko ze względu na jej ciało, z całą pewnością nie znajdzie szczęścia. Małżeństwo to coś znacznie więcej niż tylko układ seksualny” (Maciej, l. 21).
 
„Rozstanie było dla mnie strasznym doświadczeniem. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Pracowałam po 16 godzin na dobę. Wszystko to nauczyło mnie mówić »nie«. Już potrafię stanowczo powiedzieć: »Nie będzie nic z tych rzeczy«. Teraz dopiero poznaję mężczyzn. Mogą być dobrymi przyjaciółmi, dlaczego zaraz kochankami? Jednego z nich znam od trzech lat. Przez pierwsze trzy miesiące byłam zakochana i wszystkim opowiadałam, że się pobierzemy. Ale potem stwierdziliśmy, że będziemy lepsi jako przyjaciele niż jako małżonkowie. Myślę, że wyjdę jeszcze za mąż. Na pewno będzie to przemyślana decyzja. Seks w tym przeszkadza. Powoduje, że przestaje się jasno widzieć, czy mężczyzna jest tym jedynym, przeznaczonym dla ciebie” (Ewa, l. 28).
 
Niektórym dziewczętom trudno jest powiedzieć stanowczo „nie”. Zawsze jest to jednak łatwiejsze niż powiedzieć „tak” i ponosić później tego konsekwencje.
Prawdą jest również, że chłopcy często wywierają presję na dziewczęta, depcząc ich przekonania i ideały. Zasypują je argumentami, na które nie zawsze łatwo odpowiedzieć, oskarżają o oziębłość, brak miłości albo zahamowania. I za to należy winić chłopaka. Jest egoistyczny, nie szanuje swojej dziewczyny, manipuluje nią. Ale czy nie należy obwiniać także dziewcząt, że pozwalają na takie traktowanie siebie? Ile z nich tłumi swoje przekonania, aby tylko nie utracić chłopaka?...
Tak postępując, sprawiają wrażenie, że nie mają wartości i zasad godnych szacunku. Skąd chłopak ma wiedzieć, że dziewczyna ma jakieś głębsze przekonania, jeżeli ona nie mówi mu o nich i nie domaga się, żeby je szanował? Czy w ten sposób przygotowuje go do tego, by później w małżeństwie szanował jej uczucia i wartości? Czy należy się spodziewać, że ktoś, kto przyzwyczaił się do otrzymywania tego, czego chce, zmieni swoje nastawienie po ślubie? Dziewczyna, ulegając chłopakowi przed ślubem, wyrządza krzywdę i jemu (uczy go egoizmu), i sobie (ponieważ będzie cierpiała przez ten egoizm).
 

A co z „dopasowaniem seksualnym”, o którym tyle się dzisiaj słyszy? Nie muszą tego narzeczeni sprawdzić?

 
„Tak zwane dopasowanie seksualne odnoszą mężczyźni do pytania, czy partnerka zgodzi się na udział w jego fantazjach seksualnych. Jeżeli zgadza się zachowywać jak gwiazda filmów porno – bo stamtąd przeważnie ściągane są jego fantazje – uzyskuje certyfikat dopasowania. Nie jest natomiast dopasowana, jeżeli nie chce być używana i nie zgadza się na różne fiki-miki, które pan i władca każe jej robić” (Olga, l. 23).
 
Temu, kto kocha, nie przychodzi w ogóle do głowy myśl o dopasowaniu czy niedopasowaniu seksualnym. Nie ma takiego problemu. Rzeczywiście! Współżycie jest zawsze satysfakcjonujące, kiedy istnieje prawdziwa miłość między małżonkami. Obawy o niedopasowanie mają ci, u których większe jest pożądanie niż miłość. Im bardziej dominuje w relacjach pożądanie i im mniejsza miłość, tym więcej mówi się o potrzebie dopasowania.
 

Dlaczego czystość – podsumowanie

 

Co daje Ci postanowienie poczekania z rozpoczęciem życia seksualnego do dnia ślubu? Powtórzmy w telegraficznym skrócie niektóre (nie wszystkie!) atuty przedmałżeńskiej czystości (zwróć uwagę, że czystość daje mnóstwo wolności):
  • Daje Ci wolność od zmartwień: „a może zaraziłem się jakąś chorobą?”, „może jestem w ciąży?” (dalsze zmartwienia pojawiają się, jeśli rzeczywiście tak się stało), „czy ktoś nie pomyśli, że jestem łatwa?”, „czy rzeczywiście mnie kocha, czy może chodziło mu tylko o seks?” itd., itd.
  • Daje wolność do skoncentrowania się na życiowych ideałach i ważnych zadaniach, takich jak na przykład nauka czy rozwijanie zainteresowań i talentów. Daje siły do realizowania tych ideałów i zadań. Wszystkie te troski, o których mowa powyżej, niesłychanie angażują i wprowadzają w życie nieład. Unikając ich, będziesz miał(a) wolność kształtowania swojego życia w sposób pełny i godny.
  • Daje Ci wolność od uzależnienia seksualnego podobnego do uzależnienia od alkoholu czy narkotyków. Dostarczenie sobie kolejnej dawki seksu staje się dla erotomana tym, czym butelka alkoholu dla alkoholika. Osoby uzależnione są egoistyczne, oszukują i wykorzystują innych. Czystość przygotowuje Cię do cieszenia się współżyciem w małżeństwie. Nie będzie ono wtedy uśmierzaniem nałogu, ale wolnym darem z siebie, który prawdziwie uszczęśliwia oboje małżonków.
  • Czystość uczy pokonywania własnego egoizmu, jak również samozaparcia, ofiarności, cierpliwości, wytrwałości, wierności zasadom, odpowiedzialności – a więc uczy prawdziwej miłości. Miłość to coś znacznie więcej niż uczucia. Bardziej postawa niż uczucia. I tej postawy trzeba się nauczyć. Miłość jest fundamentem małżeństwa i rodziny.
  • Daje wolność od emocjonalnych zranień spowodowanych wykorzystaniem i porzuceniem przez partnera czy poczuciem: „Potraktowałem tę dziewczynę jak rzecz, używałem jej i zostawiłem, a ona przecież mnie kochała”.
  • W okresie narzeczeństwa czystość daje wolność do lepszego poznania drugiej osoby i zdecydowania, czy jest dobrym dla Ciebie kandydatem na męża (kandydatką na żonę). Łatwiej Ci będzie określić, jaki on (ona) rzeczywiście jest, jakie są jego (jej) zamiary w stosunku do Ciebie. Łatwiej Ci będzie także określić swoje własne uczucia i zamiary. Decyzja o wyborze męża (żony) jest jedną z najważniejszych w życiu i wiele od niej zależy. „Jakoś to będzie” – to marna filozofia. Lepiej wziąć odpowiedzialność za swoją przyszłość.
  • Przez zachowanie czystości stajesz się bardziej atrakcyjnym kandydatem (atrakcyjną kandydatką) na męża (żonę). Któż poważny chciałby mieć za męża mężczyznę, który „zmienia kobiety jak rękawiczki”, albo za żonę „łatwą” dziewczynę? Jeśli zachowasz czystość, będziesz odbierany(-a) jako ktoś nietuzinkowy i z charakterem.
  • Przez zachowanie czystości stajesz się przykładem dla innych. Umacniasz innych w dobrym – a więc przyczyniasz się do ich szczęścia.
  • I najważniejsze: czystość utwierdza Cię na drodze do Boga, od którego pochodzi prawdziwa miłość i w ogóle wszelkie dobro. Nieczystość zaś zrywa więź z Bogiem i zabija Twoje życie duchowe.
Działanie seksualne – jak widzimy – angażuje nie tylko ciało, ale całą osobę. Dlatego wszelkie wykroczenia przeciwko czystości przedmałżeńskiej godzą oprócz sfery cielesnej również w sferę emocjonalną, wolitywną i duchową człowieka. I odwrotnie: zachowanie czystości sprzyja rozwojowi całej osoby.
 
Być może nie całkiem zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś obiektem niezwykle intensywnej i psychologicznie wyszukanej kampanii propagandowej zmierzającej do uwikłania Cię w działania prowadzące zawsze do negatywnych, a często katastrofalnych skutków. Świat był od początku polem walki między dobrem a złem, ale kiedyś młodzież nie podlegała takiej presji, aby czynić złe wybory. Sytuacja, w której żyjemy, nie ma odpowiednika w całej historii. Tę kampanię prowadzą środki masowego przekazu (a więc na masową skalę), różne instytucje w kraju i za granicą dysponujące ogromnymi środkami finansowymi, różnego rodzaju „autorytety” z naukowymi tytułami, niektórzy politycy.
Bezustannie wtłacza się w Twoją świadomość i podświadomość pewne sugestie: że „trzeba żyć na luzie”, że „wolność znaczy robić to, na co ma się ochotę”, że „przedmałżeński seks to rzecz normalna, byle mieć przy sobie prezerwatywę”, że „wszyscy to robią”, że „trzeba być nowoczesnym”, że „samogwałt to dobry sposób na zrelaksowanie się”, że „dorośli, a szczególnie rodzice, nie mają Ci nic do zaoferowania, podobnie Kościół” itp., itp. Ta prawdziwie demoniczna kampania zmierza do zniszczenia zasad postępowania, których dobro i mądrość sprawdziło doświadczenie wieków. Niszcząc te zasady, niszczy się także człowieka... Nie poddaj się złu! Opowiadaj się po stronie dobra – bądź radosnym świadkiem czystej miłości.
 
 

 

Zamów e-prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni   |   następny wróć

Posłuchaj o nas w Twoim lokalnym radiu: