Dzisiaj jest: środa 23.05.2012 | Imieniny:

Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie

autor: ks. Krzysztof Sochacki

Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie

 

Z wielkim bólem obserwuję, jak tu, na Ukrainie – ale również w Polsce – rośnie strach przed dziećmi. Pierwszy ten strach zaczyna się, kiedy młodzież rozpoczyna przedwcześnie życie seksualne. Strach, żeby tylko nie było „wpadki”. Drugi strach po ślubie: żeby nie za wcześnie, żeby się zdążyć ustawić, żeby się sobą nacieszyć. Potem trzeci strach: żeby nie za dużo tych dzieci. Czwarty strach o to, żeby dziecku przypadkiem czegoś nie brakowało, i piąty – żeby dziecka nie stracić.

Ja ze swego dzieciństwa pamiętam coś innego: nasz proboszcz upominał, że prawdziwy strach jest mieć tylko jedno dziecko: „Nie daj Bóg coś się z nim stanie! To przecież jakby wszelka nadzieja umarła”.

Ileż to małżeństw bezdzietnych chce, a nie może mieć dzieci? Ileż razy przychodzi mi tu, na Ukrainie, i w Polsce prosić o dar „nowego życia” dla małżeństw. Schylam głowę przed ich pragnieniem i bólem.
W Biblii dzieci są nazwane błogosławieństwem. Dzieci są bogactwem: „Oto synowie są darem Pana, a owoc łona nagrodą. Jak strzały w ręku wojownika, tak synowie za młodu zrodzeni. Szczęśliwy mąż, który nimi napełnił swój kołczan” (Ps 127, 3-5). Dobrze pojęli to ludzie z Drogi Neokatechumenalnej, z Ruchu Rodzin Nazaretańskich, a tu, na Ukrainie, spotykam to zrozumienie u baptystów. Dzieci są darem. Wielkim darem od Boga. Dlatego rodziny należące do tych wspólnot, otwarte na ten wspaniały dar, są wielodzietne: mają po 7 – 10 dzieci.
Często się zdarza, że posiadanie przez nich większej liczby dzieci staje się powodem drwin: „biedni”, „patologiczni” albo „nieuświadomieni” (jakby nie wiedzieli, że są prezerwatywy czy środki antykoncepcyjne).
Scena z życia wzięta: kobieta idzie przez bazar z gromadką swoich dzieci. Jakaś przekupka zaczyna na nią wymyślać, wołając prześmiewczo, na co ona ma tyle dzieciarów. Matka zatrzymuje się i pyta: „A co pani zrobiła z dziećmi, których pani nie ma?”. Przekupka milknie.
Aż strach pomyśleć, ile dokonało się tutaj aborcji. Jedna kobieta niedawno powiedziała mi: „Proszę ojca, nie ma co ukrywać, u nas trudno znaleźć rodzinę, w której nie byłoby aborcji. My tu wszyscy jesteśmy tymi, którzy »przeżyli«, czyli wyszli cało z masakry”.
„Naród, który zabija swoje dzieci, jest narodem bez przyszłości” – wołał nasz umiłowany Papież Jan Paweł II w Kielcach.
Wiadomo, że w dzisiejszych czasach dzieci przysparzają też i problemów. Rodzice czasami sobie z nimi nie radzą. Bywa, że to nie dzieci, ale nauczyciele boją się szkoły.
Ja zauważyłem jedno. Gdzie jest miłość i wiara w domu i gdzie od dzieci się wymaga, tam problemy z nimi są małe. Dlatego zgadzam się z opinią, że małżonkowie bardziej powinni kochać siebie nawzajem niż własne dzieci. Logika jest prosta. Tam, gdzie dzieci widzą miłość rodziców i doświadczają jej, tam czują się bezpieczne i tam uczą się tej najtrudniejszej i najpotrzebniejszej ze sztuk – miłości wzajemnej. Tylko miłość rodzi życie. Brak miłości niszczy życie.
Niech będą błogosławione wszystkie dziecięce serca. Niech wiejskie ulice i miejskie place zabaw rozbrzmiewają dziecięcym śmiechem. Niech wszystkie matki i wszyscy ojcowie cieszą się upragnionym potomstwem. Niech pierzchnie wszelki strach, a zwycięży nadzieja, że Bóg sam zatroszczy się o każde poczęte dziecko.
Niech będą błogosławieni ci, którzy pragną daru życia i przyjmują go. Niech prawdziwa miłość zwycięży wszelki lęk.
 
ks. Krzysztof Sochacki, Ukraina
Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni   |   następny wróć