Dzisiaj jest: środa 23.05.2012 | Imieniny:

Kochajmy życie od momentu poczęcia

autor: świadectwo

             Chciałbym podzielić się świa­dec­twem miłości, jaką ofiarowała swo­je­mu dziecku moja młodsza siostra. Dedykuję je wszystkim, którzy nie przy­ję­li nowego życia, jako daru od Boga. Dedykuję tym wszystkim, którzy uwa­ża­ją, że człowiekiem stajemy się od momentu narodzenia, a nie od po­czę­cia. Dedykuję tym, którzy twierdzą, że aborcji należy dokonywać, jeżeli po­ród zagraża życiu matki.

            Cała moja rodzina miesz­ka na terenie Bia­ło­ru­si, z pochodzenia je­ste­śmy Polakami. Problem aborcji we wszystkich byłych republikach Związ­ku Radzieckiego w zasadzie nie ist­nie­je. Za­bieg przerwania ciąży sta­wia się na równi z roz­gnie­ce­niem muchy na szy­bie. To nic wielkiego, przecież to nie mor­der­stwo! Prawo zezwala, a więc jest przyzwolenie. System zrobił swoje! W ramach dy­gre­sji – w Polsce też zrobił swoje, a i tak tęsknią nie­któ­rzy za jego powrotem. Ciekawe, o ile mniej się nas będzie wtedy rodzić?...

            Sio­stra moja już od dzie­ciń­stwa miała pro­ble­my zdro­wot­ne. Szcze­gól­nie do­ku­cza­ły jej ner­ki. Może i częste choroby, jakie prze­cho­dzi­ła, przy­czy­ni­ły się do tego, że wybrała zawód pie­lę­gniar­ki? Moja siostra jest osobą ra­do­sną i pełną po­go­dy ducha. Pa­mię­tam jej radość i szczę­ście, kiedy to w 1993 roku wy­cho­dzi­ła za mąż. Przy­znam, że trochę się o nią bałem, miała dopiero 20 lat, więc się zastanawiałem, czy to nie za wcześnie. Czy podoła trud­nej roli matki i żony. Przecież życie jest takie ciężkie w biednej Białorusi, tutaj niewiele się zmieniło i nadal z trudem starcza środ­ków na ży­cie.
            Od dnia ślubu sio­stry minęły trzy lata. Niestety, przez ten czas nie widywałem jej czę­sto, kon­ty­nu­owa­łem bowiem studia teologiczne w Polsce.
            Ciąża Aliny była bardzo trud­na. Schorowane nerki szybko zaczęły dawać znać o sobie. Siostra moja musiała być ho­spi­ta­li­zo­wa­na. Po powrocie do domu zastała ją śmierć kochanej babci. Prze­ży­ła ją tak bardzo, że podczas po­grze­bu doznała nagłego pogorszenia stanu zdrowia. Bardzo wysoka temperatura, ból nerek, nóg, oczu i w końcu głę­bo­kie omdlenie spowodowały, że sio­stra ponownie trafiła do szpitala. Tam le­karz dyżurny za­py­tał wprost mamę, która pojechała wraz z Ali­ną, kogo ma ra­to­wać: córkę czy jej dziecko. Przez całą noc py­ta­nie to nie da­wa­ło spo­ko­ju naszej ma­mie. Po dłu­giej mo­dli­twie i głę­bo­kim prze­my­śle­niu sy­tu­acji mama przy­po­mnia­ła so­bie o zna­jo­mym dok­to­rze, któ­ry za­pew­ne sta­rał­by się po­móc oboj­gu pa­cjen­tom.
            Tym­cza­sem w szpi­ta­lu lekarz roz­po­czął prze­ko­nu­ją­co na­ma­wiać moją sio­strę na do­ko­na­nie za­bie­gu abor­cyj­ne­go. Swój wy­wód za­koń­czył jednym zda­niem: „Je­śli nie zgo­dzisz się na za­bieg, nie będę się za­bie­rał za le­cze­nie, nie chcę ry­zy­ko­wać i ba­wić się two­im ży­ciem, mło­da damo”. Po­tem roz­po­czę­ły się prze­ko­ny­wa­nia pie­lę­gnia­rek: „Sama zgi­niesz i bę­dziesz miała ka­le­kie dziec­ko”, „Kto ci wy­dał dy­plom pie­lę­gniar­ki, skoro tak po­stę­pu­jesz?”, „Je­steś mło­da, dużo jesz­cze bę­dziesz mia­ła dzie­ci, ratuj naj­pierw sie­bie”.
            Uparte „nie” sio­stry do­pro­wa­dzi­ło cały personel do zło­ści i wręcz szału. Alina od­mó­wi­ła rów­nież bra­nia le­ków prze­ciw­bó­lo­wych, do cza­su przy­by­cia zna­jo­me­go le­ka­rza.
            Płakałem, gdy czy­ta­łem list na­szej mamy, w któ­rym pi­sa­ła: „We­szłam do sali, gdzie le­ża­ła Alin­ka, tak że ona mnie nie wi­dzia­ła. Gła­ska­ła swój brzu­szek i przez łzy bólu mó­wi­ła do dziec­ka: »Ko­cha­nie, wi­dzisz, mama też cier­pi, pro­szę uwierz, wszyst­ko bę­dzie do­brze...«”.
            Wszystko za­koń­czy­ło się rze­czy­wi­ście do­brze. Po przy­by­ciu zna­jo­me­go le­ka­rza roz­po­czę­ło się le­cze­nie, w nie­wiel­kim stop­niu far­ma­ko­lo­gicz­ne. Za trzy mie­sią­ce Ali­na uro­dzi­ła zdro­wą i pięk­ną có­recz­kę Ma­ry­się.
            Po pew­nym cza­sie na­pi­sa­ła do mnie: „Nie wiem, co bym zro­bi­ła, gdy­bym stra­ci­ła to dziec­ko. Cały czas pro­si­łam Boga, aby ono mogło na­ro­dzić się zdrowe i normalne”.
            Dzisiaj Marysia ma już dwa lat­ka, jest po­god­nym i ra­do­snym dziec­kiem. Wszy­scy się nią bar­dzo cie­szy­my. Jest również bar­dzo zdol­na i in­te­li­gent­na», na przykład umie na pa­mięć cały pa­cierz.
            W czasie mo­je­go ostat­nie­go pobytu w domu ro­dzin­nym Ali­na po­wie­dzia­ła do mnie: „Zo­bacz, gdy­bym wtedy po­słu­cha­ła lu­dzi i me­dy­cy­ny, to nie by­ło­by wśród nas Ma­ry­si”.
            Dzię­ku­ję Bogu za to, że tak hoj­nie ob­da­rzył moją sio­strę wia­rą, na­dzie­ją i mi­ło­ścią. Bardzo ko­cham Ali­nę i jej córeczkę. Są one dla mnie wzo­rem prze­zwy­cię­że­nia cier­pień i na­dziei wbrew wszel­kiej nadziei.
kleryk Alek­san­der Krewski
                         
           
           
Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni   |   następny wróć