Dzisiaj jest: środa 23.05.2012 | Imieniny:

Co sądzę o aborcji

autor: Danuta Hebda-Lis
           W ostatnim numerze (9-10) Miłujcie się! opowiedziałam Wam, dro­dzy Czytelnicy, jak postrzegam pro­blem antykoncepcji, i obiecałam kon­ty­nu­ować swoje rozważania. A zatem w tym bożonarodzeniowym wydaniu na­pi­szę, co sądzę o zjawisku krań­co­wo różnym od narodzin – o aborcji.

             Wydawać by się mogło, że pro­blem ten został zamknięty w usta­wo­wym pa­ra­gra­fie i właściwie nie ist­nie­je. A jed­nak niezmiennie, jak przed wpro­wa­dze­niem ustawy o zakazie do­ko­ny­wa­nia aborcji, przychodzą do mnie ko­bie­ty, które nie chcą urodzić „tego dziec­ka”. Jest mi niezmiernie trudno wy­tłu­ma­czyć, że „ten czło­wiek” zo­stał już stworzony przez Boga do życia i wieczności. Je­stem lekarzem, który ni­gdy nie dał skie­ro­wa­nia na za­bieg usu­nię­cia ciąży. Za­wsze po­wta­rzam pa­cjent­kom, że jeżeli matka i oj­ciec nie de­cy­du­ją się wy­cho­wy­wać swojego dziec­ka, to w naszych wa­run­kach może być ono oddane do adopcji rodzinie za­stęp­czej. Ob­da­ro­wa­nie mał­żeń­stwa, które pragnie, a nie może mieć dziec­ka, jest dobrem, na­to­miast aborcja jest mor­der­stwem.

            W chwi­li obec­nej ob­ser­wu­je­my za­trwa­ża­ją­cy wzrost ilo­ści mał­żeństw nie­płod­nych. Ostat­nie ba­da­nia do­no­szą, że co 5. mał­żeń­stwo w Polsce i już co 3. w Eu­ro­pie nie może mieć dzieci. Nie­płod­ność za­czy­na być ogrom­nym pro­ble­mem dla me­dy­cy­ny.
            Obecnie w Polsce obowiązuje ustawa, która nie dopuszcza do za­bi­ja­nia dzieci z powodu warunków spo­łecz­nych, aborcja jest jednak do­zwo­lo­na w przypadkach tzw. dzieci uszko­dzo­nych i gwałtów. Nie zgadzam się na takie ustalenia. Obowiązkiem le­ka­rza jest służyć życiu, a nie śmierci. Nie wolno nam zabijać dziecka cho­re­go w łonie matki. Każdy poczęty człowiek jest chcianym dzieckiem Boga, a do­pie­ro później dzieckiem rodziców i społeczeństwa, którzy nie mają prawa dokonywać selekcji ze względu na sła­bość czy ułomność jed­nost­ki. Przy­po­mnij­cie sobie, z jakim obrzy­dze­niem przyjmowaliście na lek­cjach historii informacje o zwyczajach Spartan. Pan Bóg bardzo często sam rozwiązuje trud­ne przypadki. Miałam kiedyś taką sytuację, że podczas ba­da­nia ul­tra­so­no­gra­ficz­ne­go na mo­ni­to­rze ujrzałam dziecko bez mózgu. Był to już 4. miesiąc ciąży, miałam więc straszny dylemat, co powiedzieć ro­dzi­com. Zaczął się 5. miesiąc i sa­mo­ist­nie nastąpił poród. Był szokiem dla ro­dzi­ców, choć po wyjaśnieniu po­tra­fi­li zrozumieć – rzec by można – „do­bro­dziej­stwo” przedwczesnych na­ro­dzin. Ja odetchnęłam z ulgą. Zawsze twier­dzę, że pewne rzeczy trzeba zo­sta­wić Bogu, choć należy też wie­dzieć, że współczesna medycyna bardzo wie­le chorób leczy już z powodzeniem w łonie matki.
            Niektórzy teoretyzują, iż by­wa­ją przy­pad­ki, w których ciąża za­gra­ża życiu kobiety. Każdy lekarz zaj­mu­ją­cy się pacjentką w ciąży musi sobie zdawać sprawę, że ma do czynienia z dwoma pacjentami, których należy le­czyć do­pó­ty, dopóki pozwala na to jego wie­dza medyczna. W zawodzie gi­ne­ko­lo­ga-położnika pracuję już ponad 20 lat i muszę przyznać, że nie mia­łam sy­tu­acji, kiedy musiałam podjąć de­cy­zję o zabiciu dziecka dla ura­to­wa­nia życia matki. Rozmawiając z innymi położnikami, również nigdy nie usły­sza­łam o takim przypadku. Mat­ki kalekie, chore często rodzą zdro­we dzieci. Znów posłużę się przy­kła­dem. Do mojego gabinetu przyszła wraz z ciotką 17-letnia pacjentka. Na moje pytanie o matkę starsza pani opo­wie­dzia­ła następującą historię. Matka tej dziewczyny jest osobą głęboko upo­śle­dzo­ną. Kie­dy za­uwa­żo­no u niej cią­żę (do­daj­my, że pochodzącą z gwałtu), było już za późno na aborcję i dziec­ko – zresz­tą w pełni zdrowe – przyszło na świat. „Po­tem – kon­ty­nu­uje ciotka – okazało się, że my z mę­żem nie mo­że­my mieć dzie­ci, więc wzięliśmy dziew­czyn­kę na wy­cho­wa­nie. Jest na­szą ad­op­to­wa­ną córką, zdrową fi­zycz­nie i psychicznie. Ko­cha­my ją i opie­ku­je­my się nią, a ona z kolei dba o swoją cho­rą mat­kę”. Po­dob­ne przy­kła­dy mo­gła­bym mno­żyć, dlatego chcia­ła­bym Wam, drodzy czy­tel­ni­cy, uświa­do­mić, że nie ma ta­kiej sytuacji, w któ­rej mo­że­my sobie dać przy­zwo­le­nie na mor­der­stwo i po­wie­dzieć „jed­ne­mu z tych naj­mniej­szych”: „ciebie należy za­bić!”.
            Aborcja jest nie tylko mor­der­stwem dziecka, ale także zniszczeniem zdro­wia fizycznego i psychicznego matki. W ten sposób myślę o zespole za­bu­rzeń psychicznych, czyli o tzw. zespole postaborcyjnym. Następuje on u ko­biet (a także u lekarzy) po dokonaniu mor­der­stwa. I znów przykład. Zostałam kiedyś wezwana do 72-letniej pa­cjent­ki, u której rozpoznano raka na­rzą­dów rodnych. Kobieta opowiedziała na­stę­pu­ją­cą historię: W czasie II wojny świa­to­wej – będąc w 2. miesiącu ciąży i mając już trójkę dzieci – trafiła do gi­ne­ko­lo­ga, który wysłuchawszy żalów o trudzie wojennego macierzyństwa – bez konsultacji z nią – dokonał abor­cji. Od tamtej chwili nosi w sobie ja­kiś dziw­ny smutek, jakiś cień śmierci, żałobną pieśń, która nie pozwala jej nigdy prawdziwie cieszyć się życiem. Czę­sto myśli o swoim nie narodzonym dziec­ku, przedstawia sobie jego postać, ge­sty­ku­la­cję, głos. Prosiła mnie, żebym opowiadała o tym każdej planującej aborcję matce. Nie znam kobiety, któ­ra by nie rozpaczała po dokonaniu aborcji.
            Na zakończenie naszych roz­wa­żań powtórzmy: nie ma dzieci nie­chcia­nych, niezaplanowanych, intruzów – zagrażających życiu matki. Każdy czło­wiek jest zaplanowany przez Stwórcę i już w momencie poczęcia ma swoje prawa: prawo do życia, prawo do miłości i wieczności. Pan Bóg, da­jąc nam dziec­ko, wybiera nas na ro­dzi­ców, na prze­wod­ni­ków, od­po­wie­dzial­nie pro­wa­dzą­cych po ziemskim szlaku ży­cia. Abor­cja jest mor­der­stwem i gwał­tem zadanym macierzyństwu oraz ojcostwu.
                                          Danuta Hebda-Lis
 
Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni   |   następny wróć