

Rodzina
Jestem zdumiony tym, jak bardzo środki masowego przekazu starają się ośmieszyć metody naturalnego planowania poczęć i poniżyć tych, którzy z wolnego wyboru je stosują. Słyszałem w radiu określenia typu „kościelna ruletka, czyli kalendarzyk małżeński”, mimo że Kościół wcale nie zaleca stosowania kalendarzyka.
Bardzo trudno pisać o sobie i swoich problemach, ale ja postanowiłam to uczynić, ponieważ chciałabym ostrzec inne dziewczyny przed błędem, który popełniłam.
Jednym z najpoważniejszych problemów bardzo nam komplikującym życie duchowe, ale też znacznie utrudniającym funkcjonowanie w wielu innych sferach jest stan niewybaczenia. My, małżonkowie, wiemy doskonale, jak trudno radzić sobie z takim stanem w naszych związkach.
Były wakacje – czas wypoczynku i rodzinnych odwiedzin. Wyjechałam z rodziną na wieś, w której się urodziłam. Odwiedziłam tam swojego chrzestnego. Jego żona, rodzona siostra mojego taty, który nie żyje już od trzynastu lat, jest jedyną żyjącą osobą z tej strony mojej rodziny. Ma osiemdziesiąt dwa lata i już trzeci rok, ze względu na swoją chorobę, leży w łóżku. A jej mąż przez cały ten czas się nią opiekuje. Cóż tu dużo mówić, zaimponował mi i oczarował mnie tak bardzo, że postanowiłam o nim napisać.
Uczęszczaliśmy do jednego liceum, ale nie zwracaliśmy na siebie uwagi. Kiedy byłam na studiach, mieszkaliśmy w tym samym akademiku. Wtedy zaczęliśmy się częściej spotykać i tak się to potoczyło. Regularnie uczestniczyliśmy w spotkaniach duszpasterstwa akademickiego. Marcin nie ukrywał, że chodzi tam głównie ze względu na mnie, chociaż miał bardzo nieprzeciętną wiarę. Bóg był dla niego kimś bardzo konkretnym i ważnym. Ja jeszcze w szkole średniej uczestniczyłam w spotkaniach oazowych, kilka razy byłam też na wakacyjnych rekolekcjach. Chyba po czwartym roku studiów postanowiliśmy razem pójść na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy.
Kochani!
W obliczu bardzo dużej liczby małżeństw rozwodzących się, żyjących w stanie głębokiego kryzysu relacji małżeńskich i zagrożonych zniszczeniem nierozerwalności swojego związku podjęliśmy inicjatywę wzmożonego wołania do Boga o pomoc.
O tym, że można żyć inaczej, przekonujemy się każdego dnia naszego życia – i kiedyś w czasie poznawania się, narzeczeństwa, i teraz w oczekiwanym małżeństwie. Na początku naszej znajomości przystąpiliśmy do Ruchu Czystych Serc i przez ponad trzy lata nie było momentu, w którym byśmy tego żałowali. A bywało różnie. Szatan kusił, jak mógł. Im bliżej było do ślubu, tym bardziej. Ale wytrwaliśmy w czystości po to, by udowodnić sobie i innym, że można żyć inaczej. W końcu nadszedł ten piękny i długo oczekiwany dzień naszego ślubu. Stanęliśmy przed Bogiem w czystości serca, prosząc Go, by na całe nasze wspólne życie udzielił nam swojego błogosławieństwa. I nie ma dnia, byśmy tego błogosławieństwa nie odczuwali.
Jestem dojrzałym mężczyzną, mającym za sobą 25 lat życia w małżeństwie. Oboje z żoną wychowujemy troje dzieci. Pragnę młodych czytelników zachęcić do trwania w czystości przedmałżeńskiej, przedstawiając argument, którego rangę odczułem w pełni dopiero kilka lat temu.






