Dzisiaj jest: środa 23.05.2012 | Imieniny:

Wy­bra­li­śmy Kościół katolicki

autor: świadectwo

           Stephen K. Ray wychowany został w pobożnej i kochającej rodzinie bap­ty­stów. Jego ojciec był diakonem i pro­wa­dził wykłady biblijne. Również Ste­phen moc­no zaangażował się w Ko­ście­le baptystów jako wy­kła­dow­ca Bi­blii. Kiedy jego bliski przyjaciel, któ­ry był pastorem, nawrócił się i wstąpił do Kościoła ka­to­lic­kie­go, Stephen ra­zem ze swoją żoną zaczęli badać dok­try­nę Kościoła ka­to­lic­kie­go. W ten sposób rozpoczęli fa­scy­nu­ją­cą podróż cofając się w czasie do początków chrze­ści­jań­stwa. Po setkach godzin poświęconych na studium Biblii oraz pism pierwotnego Kościoła, prze­ko­na­li się, że rzymskokatolicki Kościół zo­stał za­ło­żo­ny przez Chrystusa i tylko w nim jest pełnia prawdy. Zostali przy­ję­ci do Kościoła katolickiego w Nie­dzie­lę Zesłania Ducha Świętego w 1994 r.

            Jako protestanci po wielu la­tach trudnych poszukiwań, wspólnie z moją żoną Janet, odkryliśmy w rzym­sko­ka­to­lic­kim Kościele wielki skarb, a mia­no­wi­cie peł­nię tego, co wy­zna­je­my w cre­do: „je­den, świę­ty, ka­to­lic­ki, i apo­stol­ski Kościół”. Po tym nie­sa­mo­wi­tym odkryciu po­sta­no­wi­li­śmy ra­zem z żoną i z czwór­ką na­szych dzie­ci stać się człon­ka­mi Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go.

            Skru­pu­lat­ne studium hi­sto­rii pierwotnego Ko­ścio­ła po­mo­gło nam poznać prawdę. To odkrycie stało się dla nas mo­ral­nym zobowiązaniem do pod­ję­cia bar­dzo konkretnych de­cy­zji ży­cio­wych. Jako pro­te­stan­ci by­li­śmy peł­ni wo­jow­ni­czej wro­go­ści w sto­sun­ku do Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go. I tu na­gle od­kry­li­śmy, że to, co do tej pory z całą mocą zwal­cza­li­śmy i czym po­gar­dza­li­śmy, jest w rze­czy­wi­sto­ści cu­dow­nie praw­dzi­we i pięk­ne, że tam jest pełnia praw­dy. Dla­cze­go pełnia? Po­nie­waż Ko­ściół ka­to­lic­ki ogar­nia o wiele więcej, ani­że­li kie­dy­kol­wiek wie­dzie­li­śmy w ca­łej na­szej pro­te­stanc­kiej prze­szło­ści – pełnię wia­ry prze­cho­wy­wa­nej po­przez wie­ki. Po na­wró­ce­niu nie od­ci­na­my się od na­szej chrze­ści­jań­skiej prze­szło­ści, lecz sta­jąc się chrze­ści­ja­na­mi ka­to­li­ka­mi, prze­ży­wa­my na­szą wia­rę w peł­niej­szy spo­sób. Ka­to­li­cyzm jest antyczny, a jednak wiecz­nie młody i nie­zwy­kle po­cią­ga­ją­cy siłą i pięk­nem praw­dy.
            Protestancki światopogląd na życie i Kościół wyssałem z mle­kiem matki. Wychowywałem się w śro­do­wi­sku prze­siąk­nięt­ym amerykańską od­mia­ną pro­te­stan­ty­zmu: telewizyjne ka­za­nia Billy’ego Grahama, antykatolickie książ­ki na półce mojego ojca, każ­de­go ty­go­dnia Niedzielna Szkoła. Dzię­ki wpły­wo­wi Billy Grahama moi ro­dzi­ce na­wró­ci­li się, co wy­ry­ło nie­za­tar­te zna­mię rów­nież na moim ży­ciu.
            Moja żona Ja­net po­cho­dzi rów­nież z tradycyjnej pro­te­stanc­kiej ro­dzi­ny. Jed­na jej gałąź wy­wo­dzi się ze Szko­cji, a druga ze zwo­len­ni­ków Husa, któ­rzy uciekli przed prze­śla­do­wa­nia­mi z Moraw. Za­rów­no ja, jak i Janet, jesz­cze zanim się po­zna­li­śmy, by­li­śmy bar­dzo gor­li­wy­mi wy­znaw­ca­mi Chry­stu­sa, zgod­nie z za­sa­da­mi Kościoła bap­ty­stów. W mło­dzień­czych la­tach prze­ży­łem jed­nak okres bun­tu, w tym cza­sie nie­na­wi­dzi­łem chodzenia do ko­ścio­ła, bar­dziej pociągające było dla mnie ła­pa­nie żab lub gra w piłkę. Odbierałem chrze­ści­jań­stwo jako coś, co ogra­ni­cza moją wolność i dlatego przez pewien czas nie chciałem prak­ty­ko­wać mojej wia­ry w taki sposób, jak to widziałem u moich ro­dzi­ców. Jed­nak okres mło­dzień­cze­go bun­tu szyb­ko minął. Za­czą­łem wierzyć z prze­ko­na­niem i gor­li­wo­ścią. Będąc stu­den­tem, zde­cy­do­wa­nie prze­ciw­sta­wia­łem się fali re­wo­lu­cji sek­su­al­nej, która na prze­ło­mie lat sześ­ćdzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych przelewała się przez śro­do­wi­ska stu­denc­kie w Sta­nach Zjed­no­czo­nych.
            Wiedza i pragnienie po­zna­nia prawdy były i są moją pasją życiową. Zawsze no­si­łem w sobie wielkie pra­gnie­nie poznania prawdy i stąd się wzię­ło moje zamiłowanie do czytania książek. Nie boję sta­wiać sobie naj­trud­niej­szych pytań i szukać na nie od­po­wie­dzi. Tak więc nie­kon­tro­lo­wa­ne emocje, ślepa wiara, nie­pew­ność lub presja śro­do­wi­ska nie miały ab­so­lut­nie żad­ne­go wpły­wu na moją decyzję opo­wie­dze­nia się za Chry­stu­sem. De­cy­du­ją­ce było dla mnie po­zna­nie praw­dy. Współ­cze­sny ma­te­ria­lizm w swo­ich wielu od­mia­nach, daje bez­sen­sow­ne odpowiedzi na naj­trud­niej­sze py­ta­nia o sens ludz­kie­go życia, cierpienia i śmierci. Tak jest w se­ku­la­ry­zmie, panteizmie, mark­si­zmie, eg­zy­sten­cja­li­zmie, New Age. Decyzję opo­wie­dze­nia się za chrześcijaństwem podjąłem w pełni świa­do­mie i do­bro­wol­nie znaj­du­jąc w Ewangelii i chrze­ści­jań­skiej filozofii odpowiedź na naj­trud­niej­sze pytania.
 

Założenia Kościoła bap­ty­stów

 
            Należeliśmy z żoną do Ko­ścio­ła baptystów, który jest jednym z licz­nych odłamów protestantyzmu. Wspól­no­ta nasza była pod silnym wpływem fun­da­men­ta­li­zmu protestanckiego. Ko­ściół ten mocno podkreśla do­słow­ną interpretację Biblii, uzna­je dziewicze poczęcie Je­zu­sa, prawdę o cielesnym Zmar­twych­wsta­niu, za­dość­uczy­nie­nie przez krew Zba­wi­cie­la, nie­wi­dzial­ną jed­ność Ko­ścio­ła itp. Jed­no­czą­cym ele­men­tem człon­ków tego wy­zna­nia jest po­tę­pie­nie Ko­ścio­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go. Takie były fun­da­men­ty na­szej wiary, których z za­pa­łem bro­ni­li­śmy.
Kościół baptystów ma swoje ko­rze­nie w szesnastowiecznej re­for­ma­cji za­po­cząt­ko­wa­nej przez Marcina Lutra (1483 – 1546), któ­ry twierdził, że do poznania ca­łej prawdy ob­ja­wio­nej po­trzeb­nej do zba­wie­nia wystarczy samo Pismo św. (so­la scriptura). Według Lu­tra każdy może in­dy­wi­du­al­nie inter­pre­to­wać Pismo św. i dla­te­go nie są wca­le po­trzeb­ne kry­te­ria ro­zu­mie­nia na­tchnio­nych tekstów, po­da­wa­ne przez tra­dy­cję i au­to­ry­tet wspól­no­ty Ko­ścio­ła. Według Lutra tym, co decyduje o pra­wi­dło­wym ro­zu­mie­niu Pi­sma św., jest tylko in­dy­wi­du­al­na in­ter­pre­ta­cja i pry­wat­ny osąd. Na­to­miast au­to­ry­tet Ko­ścio­ła nie ma mocy obo­wią­zu­ją­cej. W ten sposób Luter od­rzu­cił na­ukę ka­to­lic­ką, że cała prawda ob­ja­wio­na do­cie­ra do nas poprzez Pi­smo św. i tra­dy­cję Kościoła.
            Drugą ideą Lutra, na któ­rej bu­do­wał protestantyzm, jest „sola fide”, czyli „sama wiara”. Według niego moż­na się zba­wić nie przez pełnienie do­brych uczyn­ków, ale tylko przez „samą wiarę”. Chrystus dokonał na­sze­go zba­wie­nia i jako Sę­dzia wszech­świa­ta de­kla­ru­je, że ci, którzy uwie­rzą i oso­bi­ście przyj­mą Go jako Pana i Zba­wi­cie­la, zostaną zba­wie­ni, ponieważ wszyst­kie grzechy mi­nio­ne, obec­ne i przy­szłe zostają au­to­ma­tycz­nie zgła­dzo­ne. Na­wet gdyby w przyszłości ktoś pro­wa­dził życie prze­peł­nio­ne grze­cha­mi i nie­mo­ral­no­ścią, nie­wia­rą, apo­sta­zją, wte­dy rów­nież można mieć pewność, że zba­wie­nie ma za­gwa­ran­to­wa­ne. Sama więc wia­ra, bez uczynków, za­pew­nia zba­wie­nie.
            Przed nawróceniem oskar­ża­łem Ko­ściół katolicki o głoszenie „ewan­ge­lii uczynków”, a nie „ewangelii wia­ry”. Dopiero później odkryłem, że to twier­dze­nie Lutra jest sprzeczne z na­ucza­niem św. Pawła, który mówi o wie­rze działającej przez miłość (Ga 5, 6). Na­ucza­nie Lutra o „sola fide” i „sola scriptura” doprowadziło wkrót­ce do roz­ła­mu w Kościele, któ­ry trwa do dziś.
            Jeśli chodzi o sakramenty, któ­re usta­no­wił Chrystus i przekazał Ko­ścio­ło­wi, to w protestantyzmie ich zna­cze­nie zostało zredukowane do sa­me­go symbolu. Natomiast w Ko­ście­le ka­to­lic­kim sakrament jest ro­zu­mia­ny jako widzialny znak nie­wi­dzial­nej obec­no­ści Chrystusa.
 

Początki powrotu

           
            Poślubiłem Janet 4 grudnia 1976 r. Czuliśmy się bardzo dobrze we wspól­no­cie Kościoła ewan­ge­lic­kie­go. Tam przecież były nasze ko­rze­nie. Dwa razy pojechaliśmy do Europy, aby czerpać z samych źró­deł na­sze­go pro­te­stanc­kie­go dzie­dzic­twa oraz stu­dio­wać teo­lo­gię protestancką u znanego pre­zbi­te­riań­skie­go teo­lo­ga i filozofa prof. Fran­cisz­ka Scha­ef­fe­ra w Szwaj­ca­rii. Pro­te­stan­tyzm był naszą siłą da­ją­cą nie­za­leż­ność, im­pul­sem do mojej kariery za­wo­do­wej i wy­cho­wa­nia na­szych dzie­ci, a tak­że fi­lo­zo­fią, która obu­dzi­ła moje za­in­te­re­so­wa­nie i za­chę­tę do czy­ta­nia, stu­dio­wa­nia, na­ucza­nia. Jed­nym sło­wem było to serce naszego ży­cia. Lecz w miarę stu­dio­wa­nia i po­zna­wa­nia pro­te­stanc­kiej teo­lo­gii za­czą­łem od­kry­wać w niej we­wnętrz­ne sprzecz­no­ści, mało istot­ne dys­ku­sje, bardzo róż­nią­ce się mię­dzy sobą in­ter­pre­ta­cje tekstów Pi­sma św. Za­uwa­ży­łem, że to były przy­czy­ny, któ­re do­pro­wa­dzi­ły do po­wsta­nia wielu zwal­cza­ją­cych się odła­mów pro­te­stan­ty­zmu. Ten po­dział Ko­ścio­ła pro­te­stanc­kie­go na set­ki naj­róż­niej­szych de­no­mi­na­cji za­czął za­da­wać nam ból i był zna­kiem cze­goś bar­dzo nie­po­ko­ją­ce­go. Bez kon­ty­nu­acji tra­dy­cji pier­wot­ne­go Ko­ścio­ła pro­te­stan­tyzm za­czął nam się ja­wić jak ga­łąź bez drze­wa albo skrzy­dło bez pta­ka. W pierw­szych 18 la­tach na­sze­go mał­żeń­stwa ra­zem z Ja­net od­wie­dzi­łem wie­le pro­te­stanc­kich ko­ścio­łów, w któ­rych da­wa­li­śmy wy­kła­dy z Biblii. W miarę upły­wu lat za­czą­łem sil­nie od­czu­wać płyt­kość i wiel­kie bra­ki w na­ucza­niu mo­je­go Ko­ścio­ła. Szcze­gól­nie od­no­si­ło się to do teo­lo­gicz­nej i hi­sto­rycz­nej kon­ty­nu­acji Ko­ścio­ła pierw­szych wie­ków. Janet od­czu­wa­ła nie­do­syt i roz­cza­ro­wa­nie pod­czas na­bo­żeństw. Czę­sto mówiła: „Trud­no jest mi siedzieć i słu­chać prostego ka­za­nia przez go­dzi­nę i nazywać to kul­tem od­da­nym Bogu”. Czasami ro­dzi­ła się w nas myśl, aby założyć nie­za­leż­ną wspól­no­tę i roz­po­cząć pro­wa­dze­nie „ko­ścio­ła” w na­szym domu; podobną prośbę wyrażali rów­nież nasi przy­ja­cie­le.
(cdn.)
 
Stephen K. Ray (oprac. ks. Mieczysław Piotrowski TChr)
Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni wróć