Dzisiaj jest: środa 23.05.2012 | Imieniny:

„Rozumiem, co to zna­czy nie być przez nikogo ko­cha­nym”

autor: redakcja

            W ostatnim numerze Mi­łuj­cie się! zamieściliśmy świadectwo za­ty­tu­ło­wa­ne Opamiętajcie się!. Jego au­tor­ką jest „Nastolatka”, opowiadająca o swoich okrutnych doświadczeniach życiowych, wy­ni­ka­ją­cych z al­ko­ho­li­zmu rodziców. Niestety, przysyłając świa­dec­two nie podała swojego ad­re­su. Jej wstrzą­sa­ją­cy apel spowodował praw­dzi­wą lawinę listów od naszych czy­tel­ni­ków, z prośbą o kontakt z au­tor­ką, oraz wiele deklaracji po­mo­cy i modlitwy. Kochani, serdeczne „Bóg zapłać” za te pełne miłości wyrazy troski i pra­gnie­nie przyj­ścia z po­mo­cą. Je­ste­śmy dumni z ta­kich czy­tel­ni­ków!

             Chcąc razem z Wami wyjść na­prze­ciw zrozpaczonej dziew­czy­nie, postanowiliśmy opublikować frag­men­ty Waszych listów i za­ape­lo­wać do niej: „Nastolatko”, wiele osób okazało ci miłość. Odezwij się do nas! Czekają na kontakt z Tobą wspaniali ludzie, którzy już wspierają Ciebie mo­dli­twą! Bar­dzo rozumieją Twoją sy­tu­ację, bo częstokroć sami przeszli po­dob­ne „piekło”. Nie jesteś sama. Uwierz, że Pan Bóg już „działa w Two­jej sprawie”, skoro napisało do Cie­bie tylu czytelników. A oto frag­men­ty niektórych listów:

*          „Przeczytałam dziś Twoje świa­dec­two. Bardzo się wzruszyłam, chcia­ła­bym Cię poznać i jeśli to moż­li­we zaprzyjaźnić się z Tobą. Mam na imię Magda, mam 19 lat. Kiedyś lu­bi­łam pić. Jak miałam 16, 17 lat pi­łam pra­wie codziennie. Podbierałam ro­dzi­com alkohole, sama też sobie kupowałam. Wszystko się skończyło po śmierci mojej najlepszej przyjaciółki. Miała wypadek samochodowy. Po jej śmier­ci odnalazłam Boga, po prostu po­czu­łam obecność Boga i zmieniło się całe moje życie. Choć nie mogę po­wie­dzieć, że cały czas jestem anioł­kiem. Pomodlę się, abyś poczuła Boga. Ko­cha­na Nastolatko! Czy chciałabyś ze mną korespondować? Bardzo chcia­ła­bym Cię poznać!!! Na­pisz mi proszę o sobie, co lu­bisz, jaką muzykę, czy lu­bisz czytać książki? Gdzie obecnie miesz­kasz? Nie myśl, że jesteś sama. Nie myśl tak, proszę. Ja chcę Cię po­znać, chcę się z Tobą zaprzyjaźnić. Może powiesz: «nie ma sensu», albo, «co ja o Tobie wiem», albo, «że piszę jak dziecko». Ale ja nie wiem, jak mam opisać to, co do Ciebie czuję. Chcia­ła­bym się też z Tobą spotkać. Jak je­steś chora, to mogę przyjechać do Cie­bie! Bardzo, bardzo bym chciała, że­byś mi odpisała”.
 
*          „Nasz Pan dał mi wspaniały krzyż – guz mózgu. Mam wielu przy­ja­ciół, ciągle spotykam nowych, wszy­scy oni mobilizują mnie do pracy nad sobą i pomocy innym. Nie mam ma­mo­ny, serce i rozum wystarczają mi do niesienia pomocy potrzebującym.
            Bardzo wzru­szy­ło mnie wy­zna­nie Nastolatki żyjącej w takim piekle. Czytając tekst, czułam (i czuję), że muszę napisać do Redakcji, prosząc o adres Nastolatki. Szczęść Boże! Agata”.
*          „Mam na imię Józef i jestem prze­cięt­nym 22-latkiem, któ­ry ma po­dob­ne pro­ble­my ży­cio­we, jak więk­szość ró­wie­śni­ków. W tej ko­re­spon­den­cji nie cho­dzi mi jednak o przed­sta­wia­nie się, ale o spra­wę, która dała mi wiele do my­śle­nia. Mia­no­wi­cie...
            Na łamach dwu­mie­sięcz­ni­ka zo­sta­ło opu­bli­ko­wa­ne świa­dec­two pew­nej młodej oso­by, opa­trzo­ne ty­tu­łem Opa­mię­taj­cie się!. Całe to świa­dec­two bardzo przemawia do czy­tel­ni­ka, bie­rze za serce i sposób, w jaki zo­sta­ło na­pi­sa­ne, świad­czy z pew­no­ścią o bo­ga­tym wnę­trzu au­tor­ki i o nie­prze­cięt­nej oso­bo­wo­ści. To nie jest wina tej isto­ty, że było jej dane uro­dzić się i wzra­stać w ro­dzi­nie pa­to­lo­gicz­nej. Kto wie, kim byłaby ta mło­da oso­ba dzi­siaj, gdy­by doj­rze­wa­ła w in­nych wa­run­kach. Z pew­no­ścią nie mu­sia­ła­by pi­sać ta­kich świa­dectw jak to, o któ­rym mowa. Cza­sa­mi też – nie­za­leż­nie od sytuacji ży­cio­wej – wy­star­czy roz­mo­wa z drugim czło­wie­kiem, aby zmie­nić bieg wydarzeń. Z roz­mo­wy prze­cież rodzi się dzia­ła­nie. Osiem­na­sto­lat­ka jednak, czy­ta­my w świa­dec­twie, ni­gdy takich osób w swo­im ży­ciu nie spo­tka­ła. Dla­te­go ape­lu­ję do Re­dak­cji Mi­łuj­cie się!... Może nie jest za póź­no, aby po­móc tej dziew­czy­nie? Pro­szę Was – je­że­li to moż­li­we – o prze­sła­nie mi ad­re­su »Na­sto­lat­ki«. Mnie­mam, że więk­szość świa­dectw przy­cho­dzi do Re­dak­cji ano­ni­mo­wych, jed­nak­że za po­mo­cą Wa­sze­go dwu­mie­sięcz­ni­ka być może można do­trzeć do tej zde­spe­ro­wa­nej oso­by. W grun­cie rze­czy to Bóg nas wzy­wa, ape­lu­je do nas i kie­ru­je nami, lecz – co tu dużo mó­wić – po­słu­gu­je się w tym ludź­mi. Skoro więc tak się stało, że świa­dec­two tej dziew­czy­ny przy­ku­ło mój wzrok, to coś w tym musi być.
Mam nadzieję, że list nie po­zo­sta­nie obo­jęt­nym i bez­ce­lo­wym. Zo­stań­cie z Bo­giem w Trój­cy Je­dy­nym. Jó­zef”.
 
*          „Chcia­ła­bym oso­bi­ście za­mie­nić kilka słów pi­sem­nie lub ust­nie z dziew­czy­ną, któ­ra na­pi­sa­ła świa­dec­two swego ży­cia pt. Opa­mię­taj­cie się!.
            Sytuacja moja i jej jest bar­dzo podobna. Od kilku lat modlę się (we wspólnocie i sama) o zro­zu­mie­nie Woli Bo­żej dla mo­je­go trud­ne­go ży­cia. Są­dzę, że mogę po­dzie­lić się świa­tłem, któ­re otrzy­ma­łam, a któ­re jest bez­cen­nym skar­bem, gdyż na­praw­dę po­zwa­la mi prze­trwać kolejny dzień. Na­sto­lat­ko! Pa­mię­taj, że dom Twój i Two­je do­świad­cze­nie jest szko­łą mi­ło­ści w cier­pie­niu, od­naj­dy­wa­niem Boga, czy­li swe­go szczę­ścia na Krzy­żu, bo Krzyż i Mi­łość to jed­no! Uśmiech­nij się tylko do swe­go szczę­ścia. Ser­decz­nie po­zdra­wiam. Ela”.
 
*          „Mam na imię Agniesz­ka, mam 22 lata. Po­cho­dzę z tzw. rodziny ka­to­lic­kiej, nie­ste­ty ka­to­li­cyzm mojej ro­dzi­ny wy­ra­ża się tyl­ko w na­zwie. W moim domu nigdy nie było praw­dzi­wej mi­ło­ści. Do pięt­na­ste­go roku ży­cia, tak jak przy­sta­ło na grzecz­ną dziew­czyn­kę »z do­brej ro­dzi­ny«, uczęsz­cza­łam co nie­dzie­la do ko­ścio­ła i speł­nia­łam róż­ne inne prak­ty­ki re­li­gij­ne. W czwar­tej czy w pią­tej kla­sie pod­sta­wów­ki za­czę­łam jeź­dzić na re­ko­lek­cje oa­zo­we. Ta at­mos­fe­ra przy­jaź­ni i mi­ło­ści... Wszyst­ko się jednak zmie­nia­ło, gdy wra­ca­łam do domu. Zde­rze­nie z sza­rą rze­czy­wi­sto­ścią. Gdy skoń­czy­łam pięt­na­ście lat, po­sta­no­wi­łam sama na wła­sną rękę szu­kać tego, cze­go za­wsze pra­gnę­łam – miłości. Za­czę­łam szu­kać szczę­ścia poza Bogiem. Po­zna­łam no­wych »przy­ja­ciół«… Stop­nio­wo za­czę­łam pa­lić pa­pie­ro­sy, pić al­ko­hol, pa­lić tra­wę, zda­rzy­ło mi się na­wet kraść. I tak brnę­łam, lecz ku swo­je­mu zdzi­wie­niu, w głębi duszy czu­łam się co­raz bar­dziej nie­szczę­śli­wa.
            Aż w końcu stało się coś, co spo­wo­do­wa­ło, że powoli za­czę­łam wra­cać – jak się to mówi – na ścież­ki Pana. Na po­cząt­ku szło mi to opor­nie, lecz póź­niej stopniowo, po­wo­li... Za­czę­łam się mo­dlić, czasem bez więk­sze­go prze­ko­na­nia. Teraz mogę po­wie­dzieć z całą od­po­wie­dzial­no­ścią, że kocham mo­dli­twę! I nie wy­obra­żam sobie życia bez niej. Zaczęłam cho­dzić do kościoła na Mszę św., na po­cząt­ku w niedziele i święta, teraz w miarę możliwości każ­de­go dnia. I z całą od­po­wie­dzial­no­ścią mogę po­wie­dzieć, że kocham Mszę! Sta­ram się także ad­o­ro­wać Je­zu­sa w Naj­święt­szym Sa­kra­men­cie (to bardzo po­ma­ga, my­ślę, że w każdych oko­licz­no­ściach). Bardzo bliski stał mi się obraz »Jezu, ufam Tobie« i ko­ron­ka do Mi­ło­sier­dzia Bo­że­go. W tym wszyst­kim po­mógł mi jeden człowiek (ksiądz), któ­re­go do końca życia nie za­po­mnę. To tyle o mnie. Teraz za­sta­na­wiasz się pewnie, po co Ci o tym wszyst­kim pi­szę. A mianowicie chcia­ła­bym Ci po­dzię­ko­wać za Two­je świa­dec­two i po­wie­dzieć, że od­wa­li­łaś ka­wał do­brej roboty.
            Chcia­ła­bym tak­że, abyś wie­dzia­ła, że od dnia, w którym prze­czy­ta­łam Twoje świadectwo, od­ma­wiam w Two­jej intencji jedną dzie­siąt­kę różańca (część trzecią – chwalebną, tajemnicę czwartą: Wnie­bo­wzię­cie Najświętszej Maryi Panny). Jeśli chcesz – odpisz”.
 
*          „Opa­mię­taj­cie się! to ar­ty­kuł, któ­ry czytałam wiele razy i w trakcie każdego czy­ta­nia wylewałam morze łez, to bolało... Nie wiem, czy bę­dzie to realne, ale bardzo pra­gnę­ła­bym na­wią­zać kontakt, chociaż li­stow­ny, z »Na­sto­lat­ką«. Chcia­ła­bym po­wie­dzieć jej, że od dzisiaj nie jest już sama, że jednak na tym świecie żyje ktoś, kto bardzo przejął się jej losem i dla kogo stała się bardzo ważna. I mimo że nigdy jej nie wi­dzia­łam ani jej nie po­zna­łam, mogę śmiało po­wie­dzieć, że ją bardzo kocham, bo ko­cham Jezusa, a On mieszka w każdym człowieku. Ania”.
 
*          „Jestem do głębi poruszona świa­dec­twem »Nastolatki«. Jest to dra­ma­tycz­ne wołanie o po­moc. Nie wiem, czy (z Bożą pomocą) zdołałabym, ale wiem, że bar­dzo pragnę wyjść na­prze­ciw jej oczekiwaniom. Służę tej oso­bie – jeśli tylko ze­chce – pomocą w każdym za­kre­sie. Dlatego pro­szę, by prze­ła­ma­ła się i skon­tak­to­wa­ła się ze mną.
            Mam za sobą wiele strasz­nych doświadczeń, przez które jednak – rów­nież dzięki pomocy ludzkiej – mo­głam mimo wszystko doświadczyć miłości i miłosierdzia Boga. Znam stan, kiedy się tego dłu­gie lata nie zaznaje, ro­zu­miem, co to znaczy nie być przez ni­ko­go kochanym, rozumiem, jaką męką jest wtedy żyć. Nie mogę znieść tego, że ta dziew­czy­na jeszcze w tym sta­nie jest – a ja już nie. Dlatego bardzo, bardzo gorąco ją proszę, by odezwała się do mnie. Spró­bu­ję, nie gwa­ran­tu­ję, ale spró­bu­ję pokazać jej miłość Boga, tak jak i mnie to pokazał pe­wien człowiek.
            Tymczasem noszę ją w ser­cu i od­da­ję tę »Nastolatkę« Bogu przez wsta­wien­nic­two Maryi. Szczęść Boże! Ola”.
 
Nastolatko, odezwij się! Na­pisz do redakcji, podaj adres. Patrz, ilu masz już przyjaciół.
 
Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni   |   następny wróć