

Moje największe zwycięstwo
Całe życie w miarę regularnie chodziłem do kościoła, rzadko jednak korzystałem z sakramentów. O Bogu zacząłem myśleć na serio podczas rekolekcji w Domu Słowa u ojców redemptorystów w Toruniu. Spotkałem tam żywą wiarę i dobro wyraźnie kontrastujące z moim ówczesnym konsumpcyjno-imprezowym stylem życia. Niedługo po rekolekcjach trafił do moich rąk jeden z numerów Miłujcie się!. Bardzo duże poruszenie i zakłopotanie wywołały we mnie artykuły na temat czystości. Uświadomiłem sobie, w co wdepnąłem... Rozpocząłem walkę z pornografią. Niestety, moja leniwa natura sprawiła, że długo w tym nie wytrwałem, zacząłem uciekać od spraw swojej duchowości. Swoje podejście do tego całego świństwa tłumaczyłem „biologicznie” – hormonów nie da się oszukać, wszyscy to robią.
Poszedłem na studia i to był dla mnie okres największego zagrożenia przed całkowitą utratą czystości: tyle zdemoralizowanych dziewczyn i ja – napalony głupek. Na szczęście nie uległem pokusie. Czułem, że jeśli zrobię kolejny krok w swoich i tak już grzesznych relacjach z dziewczynami, to poczucie winy i nienawiści do siebie będzie tak wielkie, że zginę duchowo i to bezpowrotnie. Niestety, z ułatwieniem – a raczej utrudnieniem – w postaci darmowego internetu, kolejne próby życia w czystości kończyły się po różnym czasie, ale ciągle z tym samym skutkiem.
| poprzedni | następny | wróć |




