Dzisiaj jest: środa 23.05.2012 | Imieniny:

List do chłopców

autor: Jan Bilewicz
Cześć!
 
            Pozdrawia Was starszy brat z Ita­lii. Tym, którzy do mnie na­pi­sa­li, z ser­ca dzię­ku­ję... Prze­czy­ta­łem gdzieś o bar­dzo ciekawej rzeczy i bez długich wstę­pów chcę Wam to zre­la­cjo­no­wać.
 

Współżycie seksualne jako świę­to

 

            Otóż pewien poważny – jak się wydaje – instytut naukowy z Nowego Jorku przeprowadził niedawno ba­da­nia dotyczące życia seksualnego miesz­kań­ców 19 państw, w tym także Pol­ski. Niestety, ich wyniki są bardzo smut­ne: tylko 20% mężczyzn i 18% kobiet jest zadowolonych ze swego życia seksualnego!... Wyobrażasz to sobie? Przeciętnie tylko co piąty męż­czy­zna znajduje we współżyciu sek­su­al­nym zadowolenie!...
            W Polsce jest jeszcze gorzej niż przeciętnie, bo tylko 12% kobiet i 12% mężczyzn odnajduje radość we współ­ży­ciu, a reszta uważa seks za „przy­kry obo­wią­zek”... (głów­nymi po­wo­dami takiego stanu rze­czy są: al­ko­ho­lizm, hedonizm oraz por­no­gra­fia). Środ­ki ma­so­we­go prze­ka­zu przed­sta­wia­ją seks jako nie­koń­czą­cy się raj na zie­mi, a tu tym­cza­sem okazuje się on, dla ogrom­nej więk­szo­ści, „przy­krym obo­wiąz­kiem”... Ale nic się nie martw! Zaraz Ci powiem, co zro­bić, żeby się nie zna­leźć w tej wiel­kiej gru­pie nie­szczę­śni­ków.
            Nikt nie po­wi­nien mieć wąt­pli­wo­ści co do tego, że Pan Bóg chce, aby współ­ży­cie sek­su­al­ne dawało czło­wie­ko­wi sa­tys­fak­cję. Mało tego: Pan Bóg, Twój i mój Stwór­ca, za­pla­no­wał współ­ży­cie sek­su­al­ne jako święto, ucztę du­cho­wą, źró­dło au­ten­tycz­nej ra­do­ści. Taki jest Boży plan! Mało tego: po­wie­dział, co zro­bić, żeby tak móc prze­ży­wać współ­ży­cie! Powiedział! I nie myli się, bo sam nas stwo­rzył jako isto­ty sek­su­al­ne. Je­śli nawet na przykład kon­struk­tor kom­pu­te­ra wie, jak on dzia­ła, i wie, cze­go nie po­wi­nie­neś robić, żeby go nie po­psuć, to cóż dopiero Pan Bóg – nasz Stwór­ca!... W VI i IX przy­ka­za­niu Twój Stwór­ca mówi Ci, cze­go nie po­wi­nie­neś ro­bić, żeby nie po­psuć swo­je­go ży­cia sek­su­al­ne­go, albo nawet swo­je­go życia w ogó­le.
            Problem w tym, że masz rów­nież edu­ka­to­rów i do­rad­ców na przy­kład w tzw. cza­so­pi­smach „dla mło­dzie­ży”, w telewizji itp., któ­rzy uwa­ża­ją, że wiedzą lepiej niż Pan Bóg. Cóż za ciem­no­gród!... Można by zrobić takie po­rów­na­nie: konstruktor kom­pu­te­ra pi­sze w instrukcji, że należy się z nim obchodzić ostrożnie, a jacyś mą­dra­le twierdzą uparcie, że gdyby przy­szła Ci chętka, możesz zrzucić kom­pu­ter ze stołu na podłogę. „Nie bój się – mó­wią – bę­dzie szałowo! Śmia­ło!”. No i rze­czy­wi­ście mo­gło­by być sza­ło­wo, kto wie?... Na udzie­la­niu mniej wię­cej ta­kich rad (któ­re na­zy­wa­ją „no­wo­cze­sny­mi” albo „na­uko­wy­mi”) spę­dza­ją swo­je bardzo smut­ne życie, czy­niąc życie in­nych rów­nie smutnym, jak ich wła­sne...
            Co mówi Pan Bóg w VI i IX przykazaniu? Że masz zachować czy­stość przedmałżeńską w myślach, pra­gnie­niach oraz czynach. Życie seksualne może być szczęśliwe tylko w mał­żeń­stwie. I będzie takie tylko wtedy, jeśli zachowasz czystość przedmałżeńską. Tak to zostało zaplanowane przez na­sze­go Stwórcę; w okresie przed­mał­żeń­skim zachowanie czystości, aby spo­koj­nie dojrzeć emocjonalnie, in­te­lek­tu­al­nie i duchowo i żeby nauczyć się samokontroli w sferze seksualnej – a w ten sposób kochać. W małżeństwie zbiera się owoce zachowania albo nie­za­cho­wa­nia czystości przed­mał­żeń­skiej – słodkie albo cierpkie…
 

Zabawa z niewypałem

 
            Już w okresie dojrzewania moż­na zniszczyć w sobie zdolność do prze­ży­wa­nia w małżeństwie współżycia seksualnego jako święta, uczty du­cho­wej oraz źródła autentycznej radości. Pornografia jest najskuteczniejszym do tego środkiem. Wszędzie obecna, do­stęp­na bez większych ograniczeń, nie­zwy­kle pociągająca… Rodzice w domu nic na jej temat nie mówią, w szkole katechetą kto by się przejmował, na­to­miast sam Pan Prezydent mówi, że musi być (tak samo mówią różnego rodzaju dilerzy i mafiosi od por­no­gra­fii…). Bez większego poczucia za­gro­że­nia zaczyna się oglądać czasopisma czy kasety wideo. Przypomina to tro­chę zabawę z niewypałem: efekt jej jest piorunujący...
Nawet przelotny kontakt z pornografią dla chłopaka w okresie dojrzewania odnosi przeważnie taki skutek. I bez tego ma on trudności z za­cho­wa­niem samokontroli w sferze sek­su­al­nej. Teraz z pewnością zostanie ona złamana, co wyraża się w sa­mo­gwał­cie… Nowe przeżycia, na początku bar­dzo przyjemne, nowa sytuacja, z którą młody człowiek nie potrafi sobie ra­dzić (o ile w ogóle chce to robić). Je­że­li rzadko korzysta z sakramentów i mało się modli, jest bezsilny wobec szyb­ko powstającego nałogu, który z czasem coraz bardziej się pogłębia.
            Zdarza się oczywiście, że nie­któ­rzy, umocnieni łaską Bożą, po­dej­mu­ją walkę i odnoszą sukces. Inni walczą wytrwale pomimo upadków. I to jest ważne. Istnieje kolosalna róż­ni­ca między kimś, kto walczy, choć czasami upada, a kimś, kto się poddał i trwa w upadku, albo nawet nie pod­jął w ogóle walki. Walczyć mimo prze­gra­nych niektórych bitew nie ozna­cza przegranej wojny. Wojna nie jest prze­gra­na, dopóki się walczy. Zupełnie inną rzeczą jest zrezygnować z walki i poddać się wrogowi, albo w ogóle uznać go za przyjaciela.

 

„Superman”?

 
            Co się dzieje wówczas, kiedy mężczyzna rozpoczyna małżeństwo z nałogiem masturbacji?... Oczywiście żaden na­łóg nie ustaje w momencie otrzy­ma­nia świadectwa zawarcia ślubu. Do tego potrzebny jest oso­bi­sty wy­si­łek. Tym bardziej nie ustaje nałóg ma­stur­ba­cji, ponieważ po ślu­bie ma się wra­że­nie, że gdzie jak gdzie, ale w tej sfe­rze nie jest potrzebny już wysiłek. Nie po to się żeni, żeby się teraz jesz­cze wysilać. Tak się prze­waż­nie myśli! Błęd­nie!
            Wyobraź sobie tę żonę... Na początku sądzi, że jest taka atrakcyjna, że mąż nie może bez niej wytrzymać. Zaczyna być nawet trochę dumna z sie­bie. Z czasem jednak powoli od­kry­wa, że jest traktowana in­stru­men­tal­nie. I ta obserwacja jest trafna. Faktycznie tak jest! No i jak ma być zadowolona, jak ma się cieszyć ze współżycia, któ­re polega na tym, że mąż masturbuje się przy pomocy jej ciała? Jak ma się cieszyć, skoro ma męża takiego uza­leż­nio­ne­go biedaczka, nieboraczka, któ­ry nie potrafi so­bie poradzić sam z sobą, a co gorsza jeszcze się mu wydaje, że jest su­per­ma­nem. A jak wy­jeż­dża z domu na parę dni, to mąż nie­bo­ra­czek musi się onanizować, no bo jest uza­leż­nio­ny. I to najbliższa oso­ba... Chcia­ła­by być z niego dum­na, no ale jak?! Chcia­ła­by być przez nie­go ko­cha­na, sza­no­wa­na, a on tym­cza­sem jej używa. Siąść i zapłakać...
            I mąż też głęboko w sercu wca­le nie jest za­do­wo­lo­ny z ta­kie­go „współ­ży­cia”. Bo jak dorosły, nor­mal­ny czło­wiek może być za­do­wo­lo­ny z tego, że jest uzależniony, choć­by na­wet tego tak nie nazywał?... Co się dzie­je potem? Idzie przeważnie za radą oświe­co­nych, po­stę­po­wych, no­wo­cze­snych edu­ka­to­rów seksualnych „z ty­tu­ła­mi na­uko­wy­mi” (może dla­te­go my­ślą, że wiedzą lepiej niż sam Pan Bóg?), któ­rzy mó­wią, że le­kar­stwem na nie­za­do­wo­le­nie w życiu sek­su­al­nym jest „uroz­ma­ice­nie so­bie miłości mał­żeń­skiej”. In­spi­ra­cję do dalszych rad czer­pią z oglą­da­nia filmów por­no­gra­ficz­nych. Oto źródło ich wie­dzy! A więc moż­na to robić raz na łóż­ku, a innym ra­zem pod łóżkiem, a to sto­jąc na jed­nej no­dze, a to na jednej ręce, a to na gło­wie… I taką cyr­ko­wą ekwi­li­bry­sty­kę na­zy­wa­ją „ko­cha­niem się”! Sta­nie na gło­wie ma po­bu­dzać, zwięk­szać mi­łość mał­żeń­ską, która ga­śnie... No wi­dzisz... A mnie się wy­da­wa­ło, że mi­łość mał­żeń­ską pobudza roz­mo­wa, słu­cha­nie sie­bie, in­tym­ne dzie­le­nie się my­śla­mi i prze­ży­cia­mi, szcze­rość, czu­łość, sza­cu­nek, ofiar­ność, nieszu­ka­nie swe­go, niepa­mię­ta­nie złe­go, cier­pli­wość, wspólna modlitwa, ko­rzy­sta­nie z sa­kra­men­tów itd. – a nie sta­nie na gło­wie...
            Cóż za nieboraczki! Pomylili sobie wszystko. Postali faktycznie na gło­wie. Odbywanie stosunku sek­su­al­ne­go w jakiejś tam dziwacznej pozycji może pobudzać u kogoś pożądanie, zgadza się. Ale pożądanie to do­kład­ne prze­ci­wień­stwo miłości.
            No i wyobraź sobie teraz tę żonę. Mąż mało, że uzależniony, to jeszcze zachowuje się trochę jak nie­nor­mal­ny... I dla niego to „uroz­ma­ice­nie sobie miłości” nic nie zmienia. Po raz kolejny został po prostu – jak to się mówi – wpuszczony w maliny. Uza­leż­nie­nie pozostało, a nawet się po­głę­bi­ło. Poza tym, co gorsza, jak może być normalny, dorosły mężczyzna za­do­wo­lo­ny z robienia z czegoś, co ma być aktem miłości – cyrku? No jak?
 

Jak łyk samogonu

 

            Czy człowiek uzależniony, na przykład od alkoholu, może być zadowolony, szczęśliwy z tego, że pije? Po­rów­naj­my pijaka i smakosza wina. Dwa zu­peł­nie różne światy! Pierwszemu wypicie alkoholu przynosi nie tyle za­do­wo­le­nie, ile ulgę. Wszystko mu jed­no, co pije, byle jak najskuteczniej uśmie­rzyć nałóg. Smakoszowi wina natomiast wypicie alkoholu przynosi za­do­wo­le­nie, a nie ulgę. Rozkoszuje się tym, co pije: zapachem, smakiem, kolorem wina. Gdyby przed pijakiem postawić kieliszek na przykład toskańskiego chianti, rocz­nik 1980, i kieliszek ordynarnego samogonu, wybierze samogon, bo przy­no­si większą ulgę... A gdyby wypił chianti, to nie dostrzeże, co pije – nie dostrzega subtelności. Byłby nawet chyba rozczarowany...
            Dla uzależnionego seksualnie nie jest ważne to, czym mogłoby być współ­ży­cie. Nie potrafi w nim do­strzec nic ważnego, nic pięk­ne­go. Nawet nie jest ważne dla niego, z kim współżyje – czy z żoną, czy nie. Chodzi o kobietę, która by chęt­nie za­spo­ka­ja­ła jego nałóg. Nie wie, co to miłość. Zbyt duża sub­tel­ność... Myli mu się pożądanie z mi­ło­ścią... Sma­kosz wina nigdy nie ma tzw. kaca, bo nie nadużywa al­ko­ho­lu. W prze­ci­wień­stwie do pi­ja­ka, który pije 3 razy więcej niż znieść może jego or­ga­nizm… Nie­za­do­wo­le­nie z życia sek­su­al­ne­go w mał­żeń­stwie to, obawiam się, często „kac moralny” spo­wo­do­wa­ny nad­uży­wa­niem seksualnym.
            Żeby współżycie małżeńskie było świętem, radością, prze­ży­wa­niem tajemnicy, ucztą duchową, aktem mi­ło­ści i czułości, najintymniejszym ak­tem oddania się sobie, nie może po­le­gać na zaspokajaniu uzależnienia sek­su­al­ne­go. A więc trzeba być wolnym! Tylko mężczyzna wolny może głę­bo­ko przeżywać małżeńskie współ­ży­cie i być z niego zadowolonym.
            Wolność zaś to nie robienie tego, na co ma się w danej chwili chęt­kę, ale zdolność wyboru dobra. Tak więc wolność to zdol­ność do wy­bie­ra­nia i czy­nie­nia do­bra, a po­wstrzy­my­wa­nia się od czy­nie­nia zła. Wybór do­bra może być trud­ny. Po­ku­sa do złe­go jest za­wsze przy­jem­na. Ale od zła trze­ba się po­wstrzy­my­wać, ponieważ tam, gdzie zło, tam i Zły. A tam, gdzie Zły, tam zawsze znie­wo­le­nie, za­śle­pie­nie, de­struk­cja, cier­pie­nie i śmierć…
            Myślę, że gdybyś przepisał so­bie tę definicję 100 razy – albo jeszcze lepiej 500 razy – albo gdybyś się na­uczył jej na pamięć i powtarzał codziennie 20 razy rano i 20 razy wieczorem, to byłoby to jakąś przeciwwagą dla tej propagandy, którą uprawiają za po­mo­cą środków masowego prze­ka­zu różnego ro­dza­ju „guru” ota­cza­ją­cej Cię kultury, nazywanej słusz­nie kul­tu­rą śmierci.

 

Własne plany?

 
            Dotąd po­wie­dzia­łem tylko część tego, co po­wi­nie­nem. Temat jest dłu­gi, jak się okazuje. Będę kon­ty­nu­ował w następnym li­ście. W każdym razie naj­waż­niej­sze jest to, że Pan Bóg, nasz Stwórca, zaplanował okres przed­mał­żeń­ski jako czas za­cho­wa­nia czy­sto­ści w myślach, pragnieniach, sło­wach, uczynkach. Współżycie sek­su­al­ne zaś zostało zaplanowane dla małżonków – i tylko dla małżonków. Taki jest Boży plan. Lepiej dla Was samych do­sto­so­wać się do tych pla­nów. Nie jesteśmy mądrzejsi od Pana Boga. Wła­sne pla­ny wypadają zawsze trochę śmiesz­nie... Można by zrobić takie po­rów­na­nie: fortepian został za­pla­no­wa­ny do gra­nia, a stół do jedzenia. Nie­któ­rzy zaś chcieliby jeść na for­te­pia­nie, a grać na stole... Trochę śmiesz­ne.
Trzymaj się! Niech Ci Pan błogosławi!
 

Twój star­szy brat, Jan Bi­lewicz

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni   |   następny wróć