

Spotkałem Miłosiernego
Przyjaciółka, pobożna, czysta, uczciwa kobieta, dała mi do ręki obrazek Jezusa Miłosiernego Było to dla mnie wówczas dość dziwne i nie potrafiłem tego ani docenić, ani zrozumieć. Ale po latach, po wielu grzechach i upadkach, po życiu „na luzie”, jest to moje najpiękniejsze wspomnienie, najwartościowszy prezent, jaki dała mi kobieta
Kiedyś, przed laty, dziewczyna, z którą się przyjaźniłem, dała mi na pamiątkę obrazek Jezusa Miłosiernego. Nie miałem wtedy zupełnie pojęcia o kulcie miłosierdzia Bożego ani o siostrze Faustynie. Nie wiedziałem też, co czeka mnie w przyszłości, i nie przypuszczałem nawet, jak bardzo Jezus Miłosierny stanie mi się bliski i pomocny.
Moja przyjaciółka była dziewczyną bardzo pobożną i czystą moralnie. Obce jej były wszelkie używki, mody i trendy. Jednak przy całym szacunku, jaki do niej miałem, uważałem wtedy, że jest zacofana i staroświecka, taka po prostu niedzisiejsza. Przyszłość brutalnie zweryfikowała moje ówczesne poglądy…
Dziś ta „zacofana” dziewczyna ma szczęśliwą, kochającą się rodzinę, pracę, mieszkanie, dobre zdrowie. A ja, niegdyś modny i postępowy w poglądach, mam dziś za sobą nieudane, rozbite małżeństwo, kilka ładnych lat czynnego alkoholizmu, depresje, myśli samobójcze, zawalone studia, słowem – bałagan życiowy…
Całość przeczytasz w numerze 2-2011 MS
| następny | wróć |




