

Miłosierdzie Boże
Słowa lekarza „jest pani w ciąży” powinny cieszyć każdą kobietę. Mnie także cieszyły, choć przez łzy strachu i niepokoju – gdy usłyszałam, że może to być ciąża martwa. Na prawym jajniku miałam bowiem torbiel. Lekarz nie dodał mi otuchy, nadziei...
Dokładnie półtora roku temu powierzyłam swoje życie Bożemu Miłosierdziu. Zacznę jednak od początku.
Od ośmiu lat jestem szczęśliwą mężatką. Cztery lata temu zaszłam w ciążę, która już od czwartego miesiąca była zagrożona. Lekarz zalecił mi leżenie i stanowczo zakazał wykonywania jakichkolwiek czynności. Dostosowałam się do tego, jednakże moja ciąża mimo to stawała się coraz bardziej zagrożona. Trafiłam w końcu do szpitala. Modliłam się do Matki Boskiej o łaskę dla mnie i dla dziecka, które miałam urodzić. Najświętsza Panienka wysłuchała mnie i urodziłam zdrowego synka. Jednakże po tym wydarzeniu moja wiara i ufność osłabły – wymodliłam to, o czym marzyłam, i odsunęłam się od Boga. Modlitwa i uczestnictwo we Mszy św. oraz życie według przykazań zajęły w moim życiu rolę drugoplanową. Zapomniałam o Bogu…
Jestem żoną alkoholika, matką czwórki dzieci. Przez wiele lat borykałam się z problemem alkoholizmu mojego męża, użalając się nad sobą, cierpiąc, płacząc i uciekając od innych osób w samotność; nigdy jednak nie zaniechałam modlitwy. Różna ona była – prosiłam m.in. o trzeźwość swego męża, ale nie umiałam w pełni zaufać Bogu. Przed dziesięcioma laty trafiłam ze swoimi problemami do grupy samopomocowej Al-Anon – dla osób żyjących z ludźmi uzależnionymi od alkoholu. Podjęłam tam pracę nad sobą, swymi reakcjami oraz nad swoim życiem duchowym. Dopiero po wielu latach zrozumiałam, że ja sama jestem bezsilna wobec innej osoby, wobec alkoholizmu swego męża, że mogę wpływać tylko na samą siebie i na dzieci – przez swój dobry przykład.
Trudno mi powiedzieć, kiedy zaczął się mój kontakt z Bogiem. Urodziłem się i wychowałem w rodzinie głęboko wierzącej. Problemy zaczęły się na przełomie szkoły podstawowej i średniej. Wiadomo, okres dojrzewania to trudny czas dla młodego człowieka. Pojawia się wtedy wiele pokus, którym ogromnie trudno się oprzeć. Każda, nawet najmniejsza, przygoda odgrywa wówczas ważną rolę w życiu nastolatka. To doskonały moment dla szatana, który aż się pali do tego, aby odebrać Bogu Jego dzieci i sprowadzić je na złą drogę.
Jedyna droga, która zaprowadzi człowieka do zjednoczenia w miłości z Bogiem, jest drogą krzyża, w ciemnościach wiary. I tylko ci wspinają się nią na szczyt doskonałości, którzy wyzbyli się wszystkiego, co mogłoby ich ciągnąć w dół, i pozwalają prowadzić się Chrystusowi. „Jeśli kto chce pójść za Mną – mówi Jezus – niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Mk 8, 34).






