Przyjaciółka, pobożna, czysta, uczciwa kobieta, dała mi do ręki obrazek Jezusa Miłosiernego Było to dla mnie wówczas dość dziwne i nie potrafiłem tego ani docenić, ani zrozumieć. Ale po latach, po wielu grzechach i upadkach, po życiu „na luzie”, jest to moje najpiękniejsze wspomnienie, najwartościowszy prezent, jaki dała mi kobieta
„Podaję ludziom naczynie, z którego mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie!” (Dz. 327). Te słowa stały się na senegalskiej ziemi rzeczywistością...
Publikujemy dalszy ciąg orędzi Pana Jezusa przekazanych rumuńskiej zakonnicy w czasach komunistycznych prześladowań.
Przekład polski ukaże się w naszym wydawnictwie.
Jezus w Eucharystii:
Jestem Miłością. Jestem Przekazicielem i Objawieniem miłości Ojca do wszystkich ludzi, ale również miłości ludzi do Ojca, do Trójcy Miłości. Stałem się człowiekiem, aby przyprowadzić z powrotem serca ludzi do Boga: „Bóg tak umiłował ludzi, że zesłał Syna swojego Jednorodzonego ludziom”.
Bóg jest ogniem trawiącym Miłości i Ja przyszedłem, aby rzucić ten ogień na ziemię – i pragnę jedynie, aby zapłonął i palił się w ludziach i pomiędzy ludźmi.
Tak jak Ja jestem od zawsze zjednoczony z Ojcem przez Ducha miłości, chcę zjednoczyć w ten sam sposób wszystkich ludzi z Ojcem tą samą wieczną miłością. (...)
Całość tego fragmentu orędzia Pana Jezusa -- tylko w numerze 2010/1 naszego dwumiesięcznika.
Rok 2008 był przełomowym rokiem w historii parafii św. Floriana w Hamtramck w USA. Był to rok jubileuszowy, w którym parafia ta obchodziła swoje stulecie. Gromadzą się w niej i modlą zarówno potomkowie Polaków, którzy sto lat temu organizowali tę wspólnotę parafialną, jak i ci, którzy przybyli do USA w stanie wojennym oraz na przełomie XX i XXI w. Duszpasterstwo w tej parafii prowadzą księża chrystusowcy. W duchu wdzięczności za 100 lat istnienia parafii wierni, z księdzem proboszczem na czele, postanowili utworzyć w tym pięknym, neogotyckim kościele kaplicę Bożego Miłosierdzia.
Kiedy ogłoszono zamiar stworzenia kaplicy, pewien życzliwy parafianin zdradził księdzu proboszczowi, że ma w domu zwinięte płótno z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego. Jak się ten obraz dostał w ręce tego człowieka? (...)
Przeczytaj koniecznie -- dalszy ciąg w najnowszym numerze Miłujcie się!!
Moja babcia ma 88 lat i jeszcze całkiem dobrą formę. Jest katoliczką, ale tylko formalnie. Nie pamiętam, by się modliła w domu albo żeby szła do kościoła. Zawsze była dla nas dobra, broniła nas (mnie i moje rodzeństwo) przed ojcem, który nas bił.
Przez prawie całe swoje życie wróżyła z kart – zarobkowo. Z tych pieniędzy nas utrzymywała. Uchodziła (na jej nieszczęście) za dobrą wróżkę, więc ludzie przychodzili do niej z różnych okolic na karty. Gdy byłam dzieckiem, myślałam, że to normalne,i nie miałam świadomości, że wróżby z kart są grzechem, że przynoszą tyle nieszczęść. (...)
Dalszy ciąg -- tylko w najnowszym numerze naszego dwumiesięcznika!
Poniżej zamieszczamy kolejny fragment orędzia przekazanego przez Pana Jezusa rumuńskiej siostrze zakonnej, która w ukryciu adorowała Go w Eucharystii w czasie komunistycznych prześladowań w Rumunii. Orędzie to Jezus kieruje do każdej i każdego z nas.
Jestem mamą trzech córek (10-, 17- i 16-letniej) oraz prawie półrocznego synka – wspaniałego, pogodnego dziecka, kochanej kruszyny – który jest dla mnie i mojego męża oczkiem w głowie. Jestem także chrześcijanką, która dobrze wie, że bez pomocy Pana Boga i bez modlitw, które zanosiłam do nieba, mojego synka nie byłoby na świecie.
Objawienia Pana Jezusa, które otrzymywała siostra Faustyna od 1929 r. do swej śmierci w roku 1938, a więc przez dziewięć lat, obejmowały też szereg poleceń: Pan Jezus dyktował jej modlitwy i formy czci swego miłosierdzia, które chciał, by zostały rozpowszechnione dla pożytku duchowego, pociechy i zbawienia wielu dusz.
Moja Babcia trafiła do szpitala. Po badaniach lekarze stwierdzili u niej nowotwór i przewidywali długie miesiące cierpienia. Wprawdzie Babcia nic o tej diagnozie nie wiedziała, liczyła się jednak z tym, że z każdym momentem jest coraz bliżej przejścia na tamtą stronę. Zawsze była przygotowana na śmierć, zresztą „ćwiczyła” nas w tym wiele razy. Wielokrotnie, będąc w szpitalu czy też u nas, stawiała wszystkich na nogi, gdyż wydawało się Jej, że to już ten moment, że już umiera. Kiedy jednak przychodził do Niej Pan Jezus i otrzymywała sakrament chorych, wszystko wracało w cudowny, zadziwiający sposób do normalności. Tak było przez 3 – 4 lata.
Mam 52 lata. Od dłuższego czasu, bo już od 9 lat, zmagam się z depresją. Chciałem się podzielić świadectwem o tym, co wywołało u mnie tę chorobę i jak zwycięsko z nią walczę. Moim pragnieniem jest, żeby to moje wyznanie pomogło choć kilku osobom z podobnym problemem.