Dzisiaj jest: środa 23.05.2012 | Imieniny:

Kościół i konkwistadorzy

autor: Grzegorz Kucharczyk
Kościół nie usprawiedliwiał nigdy przypadków okrucieństwa i nie­sprawiedliwości popełnianych przez Hiszpanów i Portugalczyków w Nowym Świecie, a było ich niemało. Dostrzegał je i zdecydowanie piętnował.
 
 Już w 1512 roku hiszpański dominika­nin Bartolomeo de Las Casas opublikował swój słynny traktat w obronie Indian przed zachłanno­ścią konkwistadorów. Również kolejni papieże z mocą przeciwstawiali się niedorzecznym teoriom, mającym usprawiedliwić handel niewolnika­mi z Ameryki, a głoszącym, jakoby Indianie właściwie nie by­li ludźmi. Papież Paweł III (1534-1549) oficjalnie potępił niewolnictwo Indian w każ­dej pojawiającej się postaci. Napiętnował również obracanie w niewolników Indian dotychczas nieochrzczonych – co w oczach niektórych koloniza­torów miało usprawiedliwić ten proceder. W ślad Pawła III poszli kolejni papieże: Urban VIII i Bene­dykt XIV (przed 1789). Za słowami poszły też czyny. Powstałe w początku XVII wieku tzw. re­dukcje paragwajskie, czyli osady Indian z Para­gwaju organizowane i zarządzane przez Towa­rzystwo Jezusowe, były wówczas dla Indian pew­nym i jedynym schronieniem przed handlarzami niewolników. Tu warto wspomnieć, że wiele wcześniej powstały specjalne zakony działające tylko w celu wykupu chrześcijańskich niewolni­ków: w 1198 r. Zakon św. Jana z Matha, i w 1223 r. Zakon Matki Bożej Łaskawej św. Piotra Nolasque. Wbrew temu więc, co się zazwyczaj mówi, to nie rewolucja francuska rozpoczęła piętnowa­nie niewolnictwa i działanie na rzecz jego abolicji. Precedens miał miejsce trzysta lat wcześniej.
 
Gdy wspominamy więc o barbarzyńskich stronach kultury azteckiej i inkaskiej, to po to, aby przywracać obrazowi historii właściwe pro­porcje. Nie było nigdy „dobrego dzikusa”, jak swego czasu wmawiali oświeceniowcy i dzisiaj czynią zwolennicy wielokulturowości. Nie było też współudziału Kościoła w „eksterminacji” In­dian i w zniszczeniu ich rodzimych kultur. India­nie, niestety, eksterminowali się sami – na dłu­go przed przybyciem pierwszego Europejczyka do Ameryki. Kościół gło
sił zaś, że każdy czło­wiek, od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci, posiada nieskończoną godność i war­tość oraz niezbywalne prawo do życia i wolno­ści sumienia. Ta wielka godność każdej istoty ludzkiej wynika z faktu, że to sam Bóg stał się prawdziwym człowiekiem. A w swojej śmierci i zmartwychwstaniu otworzył drogę zbawienia dla wszystkich ludzi, bez wyjątku. Ewangelizacja Ameryki oznaczała zniszczenie barbarzyńskich rytu­ałów, koniec okrutnej praktyki składania dzie­siątków tysięcy istnień ludzkich w ofierze pogań­skim bożkom. Tylko w tym sensie Kościół przyczynił się do zaniku kultur prekolumbijskich Indian. Był to niezaprzeczalny postęp. Postęp – o paradoksie! – zupełnie nie zauważo­ny przez najgłośniejszych zwolenników „postę­pu”.
 
Grzegorz Kucharczyk
Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF

poprzedni   |   następny wróć